sobota, 26 września 2015

Rozdział XII - Beginning

Tak, jak wszyscy się tego spodziewali, tak też się stało i gdy Kendall dowiedział się w jaki sposób jego siostra ponownie została singielką, wpadł w niemały szał. Mimo, że starał się tego nie okazywać, używając wszystkich swoich zdolności aktorskich, nawet ślepy mógłby zauważyć jak zaciska dłonie, ciężko oddycha czy choćby jak żyła na jego szyi niebezpiecznie pulsuje. Próbował się opanować, oddychając powoli i licząc w myślach do dziesięciu. A gdy to na nic nie się dało, próbował jeszcze raz. Aż w końcu zaczął przechadzać się w tą i powrotem w salonie, przygryzając palce. Swój pochód przerwał tylko raz, obdarzając Jamesa morderczym spojrzeniem, największego na świecie psychopaty, gdy brunet zaśmiał się, że w końcu wychodzi dziurę w podłodze. Maszerując, aż w końcu nie miał co obgryzać, a palce go bolały. Jednak pulsujący ból tylko dodawał mu siły.
Nie docierały do niego uspokajające słowa przyjaciół i zapewnienia Dagmary, że nic się nie stało i tak w końcu by się z Kubą rozeszła. Nie wierzył też jej, gdy mówiła, że nie płakała przez niego i nie ma złamanego serca. Był zbyt zajęty obmyślaniem najgorszych tortur i jak najdłuższych, bolesnych rodzajów śmierci dla Jankowskiego. Jeśli tylko ich ojciec żyłby teraz, sam zachowywał by się tak samo. Odpłaciłby się za skrzywdzenie swojej córki, tak jak to robi blondyn teraz. Matka z babcią Carouinis, matką jego ojca, zawsze zgodnie twierdziły, i chyba zgadzały się tylko z tym, że Kendall nie ma w sobie nic z ojca, oprócz koloru oczów.
A jednak się myliły. - Pomyślał - Mam coś z niego.
Podczas, gdy Kendall przechadzał się wydeptanym torem po salonie z rządzą mordu w oczach oraz pulsującą żyłą na skroni, Carlos siedzący obok Dagmary, objął ją ramieniem i zaczął pocieszać, nie zważając na protesty dziewczyny, że nic jej nie jest. Opowiadał o tym jak się czuł, gdy rozstał się z swoją pierwszą dziewczyną.
- To było straszne - Powiedział. - Myślałem, że nigdy już nikogo nie pokocham i nie zaufam żadnej kobiecie.
- I co zaufałeś? - Spytała się Dagmara.
- No jasne. - Odparł z uśmiechem Latynos. - Miała najfajniejsze grabki w całej piaskownicy.
Swoim zwierzeniem wywołał napad śmiechu u swoich przyjaciół, minus wciąż strzelający piorunami z oczów Kendall. Logan widząc przyjaciela w takim stanie, zastanawiał się, jakby się zachował, gdyby Lavender mu wyrządziła taki numer. Po chwili namysłu stwierdził, że pewnie razem z resztą musieliby szukać nowego domu, bo ten zostałby zniszczony przez napad szału, godny Herkulesa w chwili, gdy Hera zesłała na niego obłęd i wyrżnął swoje dzieci i żonę.
James próbował udobruchać swojego przyjaciela, ale w końcu dał sobie z tym spokój. Wolał nie ryzykować. Po pewnym momencie zaczął się zastanawiać, jak taktownie spytać dziewczynę, czy może obejrzeć ten film. Wymierzył sobie siarczysty policzek za tą myśl. Za długo był sam, zdecydowanie za długo.

Czerwiec zbliżał się już do połowy, słońce grzało coraz mocniej, słupek w termometrze nie spadał poniżej trzydziestu kresek. Kaliforniejskie dziewczyny przechadzały się ulicami ubrane w swój kultowy strój, jakim była góra od bikini, szorty i klapki. Faceci schowani za szkłami swoich ciemnych okularów, nie odrywali swych spojrzeń od ich biustów i dolnych części pleców. Te zadowolone z tego, pozwalały im zostać w niewiedzy, myśląc, że  nie zdają sobie sprawy, jak bardzo ich pociągają. Lokalne plaże były oblegane w takim stopniu, że nie było gdzie postawić nogi na rozgrzanym piasku, nie mówiąc o leżeniu na nim. Ci z grubszymi portfelami piekli raka na prywatnych jachtach i żaglówkach, wypływając w głąb oceanu.
Ludzie, którzy do tej pory nie przyzwyczaili się do gorącego klimatu Los Angeles zaczęli masowo wykupywać wiatraki biurowe czy zakładać klimatyzacje w swoich domach. Dzieciaki z sąsiedztwa zbijały niemałą, w ich mniemaniu,  fortunę na sprzedawanych lemoniadach z lodem.
Mimo klimatyzacji i wiatraka stojącego przy łóżku, brunetka obudziła się cała zlana potem. Wytarła mokre czoło skrawkiem materiału i dopiero teraz otworzyła oczy. Wciąż będąc zaspaną ruszyła w kierunku łazienki. Nie zdawała sobie sprawy, ale zajmowany przez nią pokój, który zajął jej Kendall, oprócz tego, że był największy w całej posiadłości i posiadał sporej wielkości garderobę, jako jeden z dwóch miał własną łazienkę. Dlatego co rano omijały ją wrzaski Carlosa, gdy ten dobijał się do drzwi łazienki zajmowanej przez Jamesa. Sprytny Logan w tym czasie wykonywał poranną w łazience Kendalla.
Zaznała nieziemskiego orzeźwienia, gdy z prysznica zleciała na nią zimna woda. Siedziała tam z kwadrans delektując się tym. Wybierając jak najbardziej przewiewne ubrania w swojej garderobie ponownie
zaczęła się pocić. Mimo, że od jednego pomieszczenia do drugiego, było zaledwie dziesięć kroków. To ten czas w roku, gdy najlepsze dezodoranty już ledwo pomagają.
Ubrana w postrzępione szorty i w błękitną bluzeczkę na ramiączkach, zeszła po kręconych schodach na parter. Gdy weszła do kuchni przywitały ją radosne powitania przyjaciół i badawcze spojrzenie brata. Starała się jak tylko mogła, uśmiechać się i nie przejmować Kubą oraz tym co się stało. Nie okazywała tego jak bardzo cierpi, ani że jest załamana. Między ludźmi miała maskę szczęścia, gdy pod nią znajdowała się twarz człowieka rozbitego. Najbardziej starała grać rolę szczęśliwej dziewczyny przy bracie.
Nie musiał wygrażać się  Jakubowi, mimo że zrobił to kilka razy w jej obecności, by pokazać, że jeśli tylko zobaczy choćby grymas na jej twarzy, wsiądzie w najbliższy samolot do Polski. W celu poważnej rozmowy z chłopakiem, dając mu nauczkę na całe życie, nie zważając na konsekwencje jakie go potem czekają. Nie mógł sobie na to pozwolić, gdy teraz, stał się znany na całym świecie. Wywołał by tylko skandal, od których Vincent i Angel kazali całej piątce trzymać się z daleka. Dla wielu osób, fanów czy dziennikarzy, Dagmara stała się nieoficjalnym członkiem zespołu. Kojarzona była z  Big Time Rush, a Big Time Rush kojarzone było z nią.
Była to pierwsza wolna niedziela od kilku tygodni. Po prawie miesiącu intensywnej pracy nad serialem i koncertowania, pierwszy wolny weekend spędzili u siebie w domu, siedząc na zestawie wypoczynkowym w salonie oglądając telewizje oraz grając w gry video. Sen w jakimkolwiek hotelu, w którym nocowali czy nawet wizyta w spa nie dodawało tyle odpoczynku i relaksu jak pobyt w domu.
- Jakieś plany na dzisiaj? - Spytała jakby od niechcenia pijąc sok pomarańczowy z lodem. Proste i jakże orzeźwiające - Nie mówcie, że chcecie przeleżeć kolejny dzień na kanapie, tak jak wczoraj. - Dodała, gdy usłyszała pomruki przyjaciół.
- Niestety nie - Powiedział Logan, wzdychając - Muszę jechać kupić prezent dla Nathalie. Amanda zabije mnie, jak nie będę na urodzinach małej.
- Twoja siostra? - Dopytywał się James ułamując kawałek tosta i wsadzając sobie go do ust.
Henderson tylko pokiwał głową.
- Nie masz bladego pojęcia co dać małej, prawda? - Dodał Kendall uśmiechając się odrobinę, a gdy Logan wykrzywił się, przyznając mu racje, wybuchnął śmiechem. - To powodzenia, stary. - Dodał, klepiąc go po plecach.
- Przyda się. Skąd mam wiedzieć, co lubią siedmioletnie dziewczynki?
- Kup jej pieska. - Podrzuciła brunetka. - Każda dziewczyna lubi pluszaki w kształcie psów. Niezależnie od wieku.
- To jest myśl! - Ucieszył się brunet - Dostanie szczeniaczka! - Po czym wybiegł z kuchni w poszukiwaniu kluczyków do auta. Jak zwykle nie pamiętał, gdzie je zostawił.
- Ja... nie o to mi chodziło.

- Naprawdę nie rozumiem, dlaczego mam z tobą jechać. - Powiedziała po raz kolejny Dagmara, siedząc na przednim siedzeniu w samochodzie bruneta.
- Jesteś dziewczyną. - Stwierdził.
- Ależ ty spostrzegawczy. - Odpowiedziała mu kąśliwie - Zajęło Ci to tylko miesiąc.
- Chodzi mi o to, że skoro jesteś dziewczyną, - Zaczął się tłumaczyć, spoglądając na dziewczynę, trzymając jedną rękę na kierownicy, a drugą na skrzyni biegów. - umiesz myśleć jak dziewczyna i wybierzesz jakiegoś uroczego szczeniaczka dla małej.
- Ty na serio chcesz dziecku kupić psa?
- Tak. - Spojrzał ponownie na drogę. - Co w tym złego?
- To żywa istota, nie zabawka. - To, że ludzie kupują dzieciom jako prezenty zwierzęta zawsze ją denerwował i doprowadzał do szału. To tak, jakby plantatorzy z XVIII wieku kupowali swoim rozpieszczonym i zniszczonym dzieciom niewolników i pozwalali im męczyć ich, aż Ci w końcu zginą. - Nie wiem czy Nathalie jest na tyle duża, by mieć taki obowiązek.
Ten się tylko zaśmiał.
- Obydwoje wiemy, że to będzie obowiązek dla jej rodziców, nie dla niej. - Samochód wjechał na miejską autostradę, a potem gwałtownie przyśpieszył. - Mała dostanie ukochanego pieska, a Logan zostanie jej ukochanym wujkiem. Wszyscy szczęśliwi.
- Nie powiedziałabym. - Nie dała się przekonać brunetka - Nie sądzisz, że jej rodzice będą na Ciebie wciekli?
- Och, oczywiście że tak myślę. - Dodał ze śmiechem, gdy wychodzili z samochodu.
- I nadal się upierasz na swoim?
- Naturalnie.

Z chwilą, gdy samochód szatyna opuścił granice rezydencji, pozostała trojka gwałtownie zerwała się z zajmowanych przez siebie miejsc na zestawie wypoczynkowym.
- No, nareszcie. - Westchnął Carlos - Myślałem, że już nigdy stąd nie pójdzie.
- Ja też. - Poparł go Kendall - Muszę pogratulować Loganowi pomysłu z urodzinami Nathalie...
- Ale on chyba nie kłamał...
- Współczuje Amandzie.

To straszne jak pomyśli się, co człowiek może zrobić swojemu najlepszemu przyjacielowi, który w sytuacji największego ryzyka zawsze pomoże i będzie stał za nim murem. Co przedstawiciel ludzkiego gatunku może zrobić tej przeuroczej czworonożnej istocie, która odda za niego życie, gdyby tylko musiała. Ludzie głodzą swoje psy, biją, ranią, okaleczają. A te przez zaufanie jakie nas darzą, przez miłość i przywiązanie do nas nie potrafią się obronić. Zostają wyrzuceni z swoich, pomyślałoby się, domów tylko dlatego, że komuś się odwidziało. Gdy staje się obciążeniem, kolejnym niepotrzebnym bagażem, zostaje porzucony na środku lasu. Bez cienia powrotu do domu.
Właśnie takie psiny trafiają do schronisk. Wszystkie z nich, bez znaczenia na wiek, rasą czy płeć łączy jedno: potrzebują miłości i troski od nowego serca, które je przygarnie pod swoje skrzydła.
- To takie smutne... - Szepnęła ledwo słyszalnie. Bardziej do siebie, niż do Hendersona.
Z każdym kolejnym krokiem, gdy szła wzdłuż klatek, jej serce coraz bardziej się ściskało. A psy, jakby wyczuwając, że mogą się stąd wyrwać i rozpocząć nowe życie pełne ciepła, zaczynały szczekać, skomleć i wymachiwać radośnie ogonami. Nie wspominając już o skakaniu ze szczęścia bo całym  kojcu. Nie była w stanie patrzeć na te wszystkie zwierzęta. Było jej ich wszystkich tak potwornie żal.
- Jak ktokolwiek mógł im to zrobić? - Przystanęła przy jednym z boksów i uklękła przy nim. Pies nieznacznie się uspokoił i zaczął lizać jej palce, wsunięte przez otworzy w siatce. Był to mieszaniec charta z dobermanem. Miał miedzianą sierść i dziurę po papierosie w lewym uchu.
Ruszyła dalej. Niecałe dwa metry dalej w kącie klatki leżała samica Cocker spaniela angielskiego, karmiąc czwórkę małych szczeniaków. Fakt, że jeszcze nie otworzyły oczów, świadczył że urodziły się już w schronisku.
- Najwięcej przychodzi ich w po świętach. - Powiedział opiekun - Ludzie zapominają, że to żywe istoty i wyrzucają je, jak zepsute zabawki.
- To okropne. - Zawtórowała dziewczyna. - Czy ludzie naprawdę są na tyle nieodpowiedzialni, by dawać dzieciom zwierzęta jako prezenty?
Logan odwrócił wzrok.

Przez ostatnie kilka godzin w domu przy Sunset 125D wrzało jak w kotle. Każdy z mieszkańców, jak i nowo przybyłych ciągle coś robił, ciągle po coś biegł lub gdzieś dzwonił. Nie było takiej osoby, która stałaby bezczynnie i przyglądała się pracy innym. Mimo, że osiem osób pracowało bez chwili wytchnienia przez ostatnie trzy godziny, pracy nadal było ogrom. A wszyscy zaczęli się zastanawiać, czy zdążą. Zostały im jeszcze tylko dwie godziny, a trzeba jeszcze tyle rzeczy przyszykować i sprawdzić...
- Spokojnie, zdążymy - Uspokajali Kendalla
- Oby.

- Zdecydowałeś się już, które biedne stworzenie skarzesz na los zabawki kilkuletniego dziecka? - Spytała z odrazą wymalowaną na twarzy. Zaczął wywoływać w niej narastającą niechęć do swojej osoby. Pomysł wydawał się jej wręcz paskudny.
- Przestań.
- Nie przestanę, dopóki nie zrezygnujesz z podarowania Małej zabawki...
- Chcę dać jej przyjaciela, nie zabawkę. - Powiedział patrząc jej w oczy - Kogoś na kogo zawsze będzie mogła liczyć, gdy znowu jej rówieśnicy kolejny raz będą z niej drwić.
Z jej twarzy zniknęła pogarda i obrzydzenie do całej tej sytuacji, w której się obydwoje znaleźli. Patrząc na nią, zauważył oblicze przepełnione skruchą i poczuciem winy.
- Ja... nie wiedziałam. - Szepnęła - Myślałam, że chcesz...
- Czy to przypadkiem nie nawrzeszczałaś na mnie podczas pierwszego spotkania, że nie ocenia się ludzi po pozorach? - Jego ton był ostry jak brzytwa. A słowa, które wpadały z jego ust ją bolały i pozostawiały ślad.
Nie interesował go powód dlaczego tu są, ani fakt, że niedawno przeszła poważną traumę i jest na skraju załamania. Nie zwracał też uwagi na to, że sprawiając jej ból, tak naprawdę ranił samego siebie. Nie interesowało go, czy zyska tym jej sympatię, o którą przecież zabiega, czy nie. W tym momencie po prostu miał dość tego, że przez całą ich znajomość brunetka osądza go po tym jednym błędzie. Podświadomie czekał na moment, gdy to jej powinie się noga, a on będzie mógł triumfować. Nic dziwnego, że właśnie dzisiaj, gdy znaleźli się w tym cholernym schronisku, wreszcie to zrobił.
A ona zaczęła się kulić, jakby malec. Słowa sprawiały jej ból niczym ostrza. Najgorsze było chyba to, że padały z jego ust, że to właśnie on rozdrapywał ranę, która przecież się nawet nie zaczęła goić. Nie zdając sobie nawet z tego sprawy, instynktownie liczyła na to, że w kim jak kim, ale w Loganie odnajdzie wsparcie i podporę, teraz gdy jej tak bardzo potrzebuje. Mimo, że nie prosiła o litość czy żal, mimo, że nie okazywała swojemu otoczeniu jak jest, mimowolnie czuła, że on będzie teraz jej bronił, nie da komukolwiek choćby krzywo na nią spojrzeć. A ten....
Starała się nie pokazywać światu, jak bardzo wewnątrz jest rozsypana. Jej serce, które pokochało po raz pierwszy, zostało wykorzystane i zbrukane. Ta niewinna i świeża miłość, którą obdarzało dla Kuby nic nie znaczyło. Była po prostu zabawką, którą zwykł dostać. Bo niektórzy zawsze dostają to co chcą, nie przejmując się kosztami.
Przez chwilę, nie licząc odgłosów rozradowanych zwierzaków, patrzyli na siebie w ciszy i kompletnym bezruchu. W końcu Dagmara obróciła się i podeszła do boksu z jedynym psem, którego ich widok nie wprawił w stan błogiej euforii. Malec ten, należący do krzyżówki owczarka szetlanckiego i Cocker spaniela, siedział w najdalszym kącie klatki i smutnie, jakby pogodzony z swoim losem patrzył na nich. W chwili, gdy dziewczyna wsunęła przez kratkę kawałek psiego przysmaku, instynkt wziął górę i czworonóg podszedł do ogrodzenia. Na początku dość niepewnie i podejrzliwie zaczął pałaszować, a potem z coraz większym zapałem zjadł smakołyk. Po czym ponownie, z pochylonym pyskiem i nisko zwieszonym ogonem powędrował na swoje miejsce.
- Wzięłabym tego. - Przerwała ciszę. - Wydaje się jakby zdawał sobie sprawę, że fakt, że tu jest tak długo dobrze nie wróży.. - Dodała czytając zawieszkę informującą o psie. Przebywał w schronisku już prawie półtorej roku, gdy inne osobniki opuszczały go już po góra kilku miesiącach. - Tylko Ci, którzy pogodzili się ze swoim losem, potrafią docenić choćby najmniejszy okruch szczęścia, który później na nich spada.

- Wszystko gotowe? - Zapytał wpadając jak burza do salonu, którego wygląd zmienił się diametralnie.
- Można tak powiedzieć.
- Można? - Spytał z nutką irytacji i rozżalenia w głosie. Za długo to wszystko planował i przygotowywał, by teraz coś poszło nie tak.
- No bo jest problem z tortem... - Powiedziała nieśmiała Erin - Coś pokręcili w cukierni... lepiej sam zobacz.
Pokazała mu tort, a przynajmniej to co miało nim być. Na stole leżało coś na kształt placka, to na pewno. Pierwsze co rzucało się w oczy, to błąd w napisie. Ktoś przekręcił imię dodając mu dodatkowe g. Najgorsze było jednak to, że cała lewa strona była uszkodzona, jakby niedźwiedź lub inny zwierz swoją wielką łapą wyszarpał znaczną część wypieku.
Kendall widząc to jęknął.
- Spokojnie, dzwoniłam już do cukierni - Katelyn próbowała złagodzić zaistniałą sytuację.
Blondyn spojrzał na swoją partnerkę z planu.
- I? Co powiedzieli?
- Zrobią nowe. - Powiedziała, a potem dodała uciekając wzrokiem od spojrzenia chłopaka - Będzie gotowa za trzy godziny.

Podczas, gdy Logan załatwiał wszelkie potrzebne formalności, dziewczyna wyszła z zwierzęciem przed budynek. Pies, jakby nie wierząc własnemu szczęściu, szedł posłusznie przy nodze brunetki, wciąż jednak oglądając się na swój dawny przytułek. Tak jak Dagmara przypuszczała, z chwilą gdy został wypuszczony z swojego kojca i zaprowadzony do swoich opiekunów, przeszedł wewnętrzną metamorfozę. Znikło zwierzę pogodzone już porzuceniem jakie je spotkało i czekające na bez nadziei na ciepło domowego kominka. Pojawiło się psisko radosne i pełne życia, które skoczyło i zaczęło lizać po twarzy i dłoniach osobę, którą przecież widziało po raz pierwszy. Witał się z brunetem i szatynką jak z dawno nie widzianymi przyjaciółmi, którzy znikli na bardzo długi okres czasu.
Europejka podeszła do samochodu szatyna, trzymając psa na smyczy. Żałowała, że w pobliżu nie ma nigdzie parku lub choćby kawałka trawy, by czworonóg mógł sobie pobiegać i się wyszaleć. Nie wiadomo kiedy ostatnio miał na to okazję. Podczas, gdy ona rozglądała się za chociaż maleńkim skrawkiem roślinności z obiektu biurowego schroniska wyszedł Logan. Rozmawiał energicznie przez telefon, żywo gestykulując. Po pewnym czasie w końcu schował telefon do kieszeni i podczas do dziewczyny.
- Po drodze do domu muszę coś jeszcze załatwić. - Powiedział przez zaciśnięte zęby. Widać nadal wciekły po rozmowie, którą przed chwilą zakończył. Po czym otworzył bagażnik i wyjął z niego stary koc, znaleziony podczas porządków na strychu domu przy Sunset 125D. Rozłożył go na tylnym siedzeniu i zostawiwszy otwarte tyle drzwi auta, zasiadł za kierownicą. W tym czasie brązowooka dziewczyna pomogła zwierzakowi zając jego miejsce i sama usiadła obok kierowcy.
- Chciałam cię przeprosić. - Zaczęła niepewnie. - Miałeś racje, zachowałam się fatalnie.
Chłopak tylko przez chwilę obrócił głowę w jej stronę, obrzucił ją spojrzeniem i z powrotem skupił się na drodze.
- Nie powinnam osądzać cię i ciągle ci wypominać tamtą gafę...
Ten parsknął śmiechem, opluwając skórzaną kierownicę.
- Kto dzisiaj mówi, że popełnił gafę? - Uśmiechał się znad kierownicy.
- Oj przestań! - Zaśmiała się wraz z nim i szturchnęła go przyjacielsko w ramię. A pies zawył, wpatrzony przez tylną scenę w swój były dom, który okazał się tylko przystanią do tego prawdziwego.

- Dobra, załatwiłem nam trochę czasu. - Powiedział dumny z siebie Latynos. Wreszcie ktoś powierzył mu jakieś odpowiedzialne i ważne zadanie. Miał dość dmuchania balonów i przywiązywania ich po całym domu, co dzisiaj robił.
- Co z tego, jak goście już się schodzą. - Odparł James wyglądając za zasłony przez okno na plac przed domem. Ludzie masowo zaczęli ściągać w ich kierunku, witani w progu przez Kendalla i Katelyn w roli gospodarzy. Zapewnię podsycało to plotki o ich romansie, co w bliskiej przyszłości będzie skutkowało wzrostem popularności ich i serialu. Vincent będzie zachwycony! - Zaraz zaczną o nią wypytywać.
- Ty to zawsze znajdziesz dziurę w całym. - Skomentował obrażony Carlos i podszedł do nowo przybyłych.

Zielono. Tym jednym słowem można opisać cały Franklin Canyon Park w Beverly Hills. Ten cały krajobraz przypominał jej po części rodzinne strony. To pojedyncze jezioro u podnóża gór przypominało na myśl to w Tatrach. Mimo że roślinność nie ta, mimo że wszystko jest inne i nie przypomina Morskiego Oka. Bo tak działa tęsknota za domem i rodzinnymi stronami, w których przeżyło się swoje najlepsze, bo dziecięce lata. Smutek za domem i tym co się zna przejawia się tym, że wszędzie to widzimy. W ten sposób, dzięki wzrokowym omamom jest nam lżej. Pragnienie powrotu się zmniejsza. "Tam dom twój, gdzie serce twoje." A serca nie da się oszukać.
- Ślicznie tu. - Powiedziała, chcąc przerwać ciszę, która nastała między nimi. Pies, szczęśliwy wycieczką do parku biegał między nimi, radośnie merdając ogonem i szczekając przyjaźnie. Nie było sensu nadawać mu imienia, skoro niedługo Nathalie nada mu własne.
- To moje ulubione miejsce do rozmyśleń w samotności. - Odparł
- Kolejno?
- Mam ich sporo - Zaśmiał się pokazując wszystkie zęby. Dagmara pomyślała, że ma Logan piękny uśmiech. - W samym LA około dziesięciu.
- Musisz lubić samotność. - Spoważniała patrząc na niego uważnie.
- Wprost przeciwnie. - Odparł. - Potrzebuje tylko czasami chwil w ciszy by przemyśleć kilka rzeczy.
- Często jest Ci to poprzednie?
- Ostatnio coraz częściej. - Odparł śmiertelnie poważnie, głaskając czworonoga za uchem.

- Jest tort! - Krzyknęła Erin wchodząc do kuchni.
- Nareszcie. - Odsapnął blondyn. Poczuł się jakby kamień spadł mu z serca. Wszystko było już gotowe i czekało tylko na powrót Dagmary. - Już się bałem, że się nie uda.
- Odwaliłeś kawał dobrej roboty - Pochwalił go James. - Wszystkim nam się przyda dobra zabawa po ostatnich przeżyciach.
- Tak, potrzebujemy tego. - Zgodził się Schmidt.

To zadziwiające jak może zmienić się czyjeś nastawienie do życia tylko dlatego, że dostał nową szansę na start od losu. Pies biegał teraz radośnie wokół nich, łapał wszystkie piłki rzucane mu przez bruneta. Tarzał się po ziemi z europejką. Zmienił się i to w ciągu niecałej godziny. Widok jego uradowanego pyszczka sprawiał, że uśmiech sam pojawiał się na twarzy.
- To ta ważna sprawa? - Zadała nurtujące ją od dłuższego czasu pytanie, które nasuwało się jej na język odkąd tu przyjechali.
- Tak. - Przytaknął rzucając brytanowi kolejny raz piłkę.
- Yhm.
- Coś nie tak? - Spytał ją, jednocześnie nagradzając zwierzaka poprzez pogłaskanie po głowie za przyniesienie zabawki.
- Nie skąd. - Zaprzeczyła szybko, jednak zaraz dodała - Zastanawia mnie tylko, po co mnie tu zabrałeś, skoro jedynie chciałeś pobawić się z psem.
- Jeżeli chcesz już wiedzieć, to specjalnie wyciągnąłem cię z domu. - Odparł oschle. Nie potrafiła go rozgryźć. Raz jest miłym i wesołym człowiekiem, który dla drugiego zrobi wszystko, by za kilka chwil być opryskliwym i szorstkim typem, mającym gdzieś uczucia innych. - Nie mogłem patrzeć na Ciebie. Sprawiasz wrażenie jakbyś zaraz miała się rozpłakać. - Rzucił piłkę.
- Nie chciałam płakać. - Zaprotestowała
- Nie, wcale. - Przeciwstawiła się jego słowom. - Po prostu nie miałam na nic ochoty.
- Nic ci się nie chce odkąd dowiedziałaś się, że cię zdradzał. - Cisnął bez zastanowienia.
Przez chwile wydawało się że coś mu odpowie a słowa, które cisnął się jej na usta wyjdą na światło dziennie. Widział jak cała w środku się gotuje by również powiedzieć mu coś przykrego, że zrani go do żywego. Jednak zdawał sobie sprawę, że Dagmara za mało o nim wie, by coś mu odpowiedzieć. Uśmiechnął się tylko nieznacznie, podnosząc ironicznie jeden kącik ust. Wstała chwytając jednocześnie leżący obok kamyk i cisnęła nim w niego. Zrobił zwinny unik.
- Jeżeli to twój sposób na podryw... - Powiedziała przez zaciśnięte zęby. W tym momencie nie wiedział co mu się w niej spodobało. Na pewno nie nos, którego skrzydełka falowały przy każdym wdechu i wydechu. Przypominała mu teraz wściekłego byka. Zaśmiał się w środku na tą myśl - ... to nic dziwnego, że każda Cię w końcu zostawia.
Również wstał, jeszcze bardziej gwałtownie niż ona.
- Przynajmniej żadna z nich nie przyprawiła mi rogów - To nie było prawdą, ale przecież ona o tym nie musi wiedzieć.
Dostał to co chciał. Zaczęła płakać.

- Gdzie oni są? - Powiedział gniewnie.
- A skąd mam wiedzieć. Carlos gdzieś ich wysłał.
- Dzięki wielkie, teraz Kendall mnie zruzga, bo Logan się spóźnia. - Odburknął Latynos i ruszył w kierunku stolika z drinkami.
- Zaraz pewnie bę... już są! - Krzyknął Maslow - Wszyscy niech się ukryją!
- Pamiętajcie! Jak wejdzie to krzyknijcie niespodzianka! - Pouczył ich blondyn. Zgasił światło i szybko schował się za kanapom razem z kończącym ciasto Carlosem. Na widok jego pełnych ust tylko wywrócił oczami.
Ktoś szamotał się nerwowo z zamkiem w drzwiach, a potem brutalnie je otworzył i zamknął z trzaskiem. W momencie, gdy tupot kobiecych obcasów dotarł do salonu, wszyscy obecni w pomieszczeniu wyskoczyli z ukrycia wykrzykując ustalone hasło i konfetti oraz serpentyny. Ktoś włączył światło i zobaczyli zamiast zaskoczonej Dagmary, Dagmarę całą zapłakaną z rozmazanym makijażem. A do pokoju właśnie wchodził Logan z całym czerwonym policzkiem, na którym ciągle odznacza się odbita dłoń brunetki. Wszyscy to przenosili wzrok od dziewczyny do chłopaka. I wszystko zaczęło układać się pomyślną całość, choć historia która sama została do pomyślana, w każdej głowie była inna.
James się mylił. Vincent będzie wciekły. Zapowiada się niezły skandal.

Leżąc na łóżku w swoim pokoju, twarzą w poduszkę doszła do wniosku, że większość czasu w LA spędziła właśnie w ten sposób. Jeżeli właśnie tak, ma spełniać się jej American Dream, to woli go nie śnić i wrócić do domu. Miała to być wspaniała przygoda, jest...
Nawet nie pamięta jak się tu znalazła. Przypomina sobie tylko, jak przez mgłę, jak Erin z Katelyn objęły ją opiekuńczo, mówiąc coś do chłopców. A ci zaczęli wypraszać gości. Nawet nie wie, skąd oni się tu wzięli.
Usłyszała jak ktoś puka do drzwi. Zignorowała to i ponownie ukryła twarz w poduszce. Jednak osoba stojąca za drzwiami nie dała za wygraną i ponowiła stukanie do drzwi.
- Odejdź! - Krzyknęła odgadując kto łomocze do drzwi.
Lecz ten wszedł, zamiast jej posłuchać. Spojrzała na niego pełnym nienawiści wzrokiem. Normalnie zlękły by się tego wyrazu oczu, lecz po tym co zafundowały mu na dole dziewczyny z planu, był w stanie to znieść. Co ciekawe, miał wrażenie że Kendall będzie najbardziej wciekły i to jego się obawiał. Jednak blondas tylko kazał mu to odkręcić oraz przyglądał się poczynaniom blondynki i brunetki. Dziewczyny stanęły w obronie koleżanki.
- Czego chcesz? - Spytała pogardliwie.
- Chciałem cię przeprosić. - Powiedział patrząc na nią bez emocji.
- Co mi z twoich przeprosin, skoro są wymuszone? - Zadrwiła z niego - Słyszałam to wszystko. - Dodała mając na myśli koleżanki z pracy brata.
- One nie są... - Zaczął lecz się zatrzymał widząc kpiący uśmieszek na jej twarzy. Nie zdawał sobie sprawy jak bardzo w tej chwili go nie cierpiała. - One nie są wymuszone. - Zaczął od nowa - Naprawdę mi głupio i wstyd tego wszystkiego.
- Jasne - Wywróciła oczami
- To miał być miły i zabawny dzień...
- Ja tego nie zepsułam tylko ty - Przerwała mu
- Żałuje tego. - Odparł i wreszcie spojrzał na nią. Odkąd tu przyszedł unikał zwrócenia wzroku na jej twarz. A uczucie, które rozpaliło się w nim tamtego dnia na lotnisku znowu rozbłysło. Później zastanawiał się, gdzie się podziało wcześniej. Czemu powiedział to co powiedział, skoro to przecież czuje. Długo szukał odpowiedzi na to pytanie i nigdy jej nie znalazł.
- Myślisz, że twoje przeprosiny wystarczą i zapomnę o tym wszystkim?
- Nie. - Odparł odrazu i usiadł na brzegu łóżka obok niej. Wziął jej rękę w swoje dłonie. Zdziwił się, że jej nie zabrała. - Dlatego chciałbym prosić o drugą szansę. Chcę zacząć to wszystko od nowa...
- Ja... - Zdziwiła się. Nie sądziła, że sprawy przyjmą taki obrót. Gdzie podziała się ta dziewczyna, która jeszcze pięć minut temu chciała wydrapać mu oczy? - Nie wiem co powiedzieć...
- Po prostu spróbujmy zapomnieć i nie wracajmy do tego - Poradził - Żyjmy jakby dzisiejsze popołudnie się nie zdarzyło.
- Czyli jakbyś nigdy nie kupił Nathalie psa? - Spytała.
- Właśnie jeśli o tym mowa... - Uśmiechnął się tajemniczo i wyszedł z pokoju powiedziawszy wcześniej, że zaraz wraca. - Od początku miał być dla ciebie. - Powiedział podając jej czworonoga. - Mały cię pokochał, a ty jego. Obydwoje potrzebujecie kogoś, kto was pokocha. Wasza dwójka potrzebuje przyjaciela.
Wzięła psa od Logana i od razu poczuła jak ten liże ją po podbródku. Jej ręka instynktownie zaczęła go głaskać po karku. Spojrzała na zwierzę, które dostało nową możliwość od losu na wspaniałe życie. Zerknęła na bruneta i uśmiechnęła się. W końcu każdy zasługuje na drugą szansę.
- Będziesz Beginning. - Zdecydowała. - Przyda się nam w domu nowy początek.



Po pierwsze, przepraszam! Bardzo, ale to bardzo przepraszam. Nie muszę mówić za co, bo wy przecież to wiecie.
Po drugie, ten rozdział w większości był pisany w tym tygodniu, mimo że jego początek jest jeszcze z tamtego roku. Po przeczytaniu tego w całości z łatwością to odróżniłam. Zastanawiam się, czy wy też to zauważyliście.
Po trzecie, ten rozdział gdy go planowałam nie miał tak wyglądać. Mówię to od razu. Zachowanie Logana i Dagmary było dla mnie kompletnym zaskoczeniem.
Po czwarte, nie wiem kiedy będzie następny. Nie wiem czy uda mi się w następnym tygodniu zacząć pisać, ale wszystko się zobaczy.
Po piąte, rozdział zawiera 4551 słów. To jest ponad 7,5 strony. Wiem, że to nie zrekompensuje tego roku, ale może chociaż trochę?
Po szóste, jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, napiszcie pod tym rozdziałem.
Po siódme, jeżeli wam się podoba to wyślijcie link innym. 

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział XI - Spisek

Przełom maja i czerwca to z natury najcieplejszy okres w roku, dla Kotliny Kłodzkiej. W tym czasie temperatura może wahać się nawet w okolicach trzydziestu dwóch stopni w skali Celsjusza. Seria upałów może ciągnąć się nawet przez kilka tygodni. Żar pali się wtedy z nieba, a na sklepieniu niebieskim nie widać nawet najmniejszej chmurki. Mimo tych temperatur nie do zniesienia, chłopcy i mężczyźni są wniebowzięci. To ich ulubiona pora roku. Mogą wtedy podziwiać piękne nogi płci damskiej, gdy te chcąc się choć trochę ochłodzić wkładają nieprzyzwoicie krótki spódnice i szorty. Nie mówiąc nawet o tych głębokich dekoltach. Faceci muszą silnie pilnować swoich małych kolegów, by na widok tych pięknych osłoniętych ciał dam, przechadzających się po ulicy, nie spowodował nagłego przypomnienia o obecności. Tak jest na całym świecie, ale tu, w tym małym rejonie jest to chyba najbardziej oczekiwane. Zaraz po majowym długim weekendzie, który w Polsce jest krajowym świętem grillowania, wszyscy wsłuchują się w prognozę pogody, chcąc jak najszybciej wyciągnąć z szafy najskromniejsze ubrania.
Widok tych zgrabnych nóg czasami nie jest dość wynagradzający, gdy nawet klimatyzacja czy kilka wiatraków biurowych nie pomaga. Zimne napoje i lody na patyku ochładzają tylko na chwilę. Te małe wiatraczki wbudowane w komputer ledwo dają sobie radę, więc nic dziwnego, że pracownicy miejscowych firm zajmujących się ich naprawą komputerów mają pewne ręce roboty. Jeden z tych wiatraczków zdawał się coraz wolniej poruszać, co groziło przegrzaniem płyty głównej PC. Kuba jednak się tym zbytnio nie przejmował, siedział przed biurkiem i to zaciskał to rozprostowywał ręce. Mięśnie jego twarzy, jak i całe ciało było naprężone. W jego błękitnych tęczówkach odbijał się ekran komputera, a na nim wyświetlona strona plotkarska. Nigdy wcześniej nie odwiedzał witryn tego typu. Życie celebrytów zbytnio go nie interesowało, tak jak każdego normalnego faceta. Tym razem wszedł na portal plotkarski, dzięki linkowi podesłanemu przez Alicje.
Przez nieobecność Dagmary, bardzo zbliżyli się do siebie z blondynką. "I to kilka razy" - Pomyślał i normalnie by zaśmiał się z swoich myśli. Z każdym współżyciem pragnął jej coraz bardziej. Nie tyle jej pragnął, co pożądał. Łaknął jej ciała i tego co mógł z nim zrobić. Chciał czuć to, jak ono reaguje na dotyk jego palców, języka, i małego przyjaciela między nogami. Po każdym pocałunku miał coraz większy apetyt na więcej i więcej. Gdy tylko ją zobaczył, od razu pragnął zdjąć z niej wszystkie te kolorowe szmatki i rzucić w kont pokoju. Kuba z kilku lat wcześniej nigdy nie wiedział, jak można pragnąć jakiejkolwiek kobiety w sposób przedmiotowy, tak jak to robi obecny Jakub. Jego młodsza wersja, nie wyobrażała sobie świata poza brunetkom, gdy ten teraźniejszy nie wyobrażał sobie, że pozwoliłaby robić ze sobą te rzeczy, na które pozwalała Alicja. Był święcie przekonany, że nie była by też w nie tak dobra. "Jak strata dziewictwa może zmienić faceta". Uśmiechnął się na wspomnienie tego co wyczyniał z blondynką wczorajszej nocy.
Jednak jego gniew znów powrócił i to z zwiększoną siłą, gdy umysł przypomniał o tym reportażu. Nie wiedział czy bardziej był wciekły dlatego, że nie powiedziała mu o tym, czy dlatego to zrobiła. To nie była jego Dagmara. Jego dziewczyna, nigdy nie zgodziłaby się udzielać jakiegokolwiek wywiadu. Ta brunetka, którą on znał nigdy nie wychodziła z cienia, pozwalała mu świecić i czarować innych. Sama nigdy tak nie robiła. Do teraz.
Wciekły na nią, wyzywając Dagę wszystkimi najgorszymi wyzwiskami jakie znał, otworzył wideo załączone do artykułu. Gdyby nie napisy w ojczystym języku na dole filmu nie zrozumiałby ani słowa. Bo po co przyszłemu lekarzowi, na którego czekała już ciepła posadka w miejscowym szpitalu, język angielski? Po nic. Zawsze wyśmiewał po kryjomu swoją dziewczynę z jej zaangażowania nauką języków obcych. Jakoś rozumiał, że uczy się angielskiego. Ale po jakiego czorta jej dodatkowo niemiecki, również na poziomie zaawansowanym? Gdy tylko usłyszał o tym idiotycznym pomyśle jej psiapsiuły, gdy razem zaczęły dodatkowo chodzić na kurs francuskiego, o mało co nie posikał się ze śmiechu.
Kiedy filmik się skończył, obejrzał go jeszcze raz i jeszcze raz. Za każdym razem, końcówka go coraz bardziej dziwiła i irytowała jednocześnie. Jego Dagmara, ta którą całował niemalże codziennie i ta która trzymał za rękę, nigdy nie zareagowałaby tak spokojnie. Ta Dagmara, którą znał wykrzyknęła by temu gejowsko wyglądającemu reporterowi, wszystko co myśli. Nie zostawiłaby na nim suchej nitki. Nie siedziałaby spokojnie i uśmiechała się głupkowato.
Na widok szatyna, który podczas całego wywiadu wpatrywał się w JEGO dziewczynę tym intensywnym spojrzeniem, wpadał w szaleńczy gniew. Wydawało się, że ów chłopak napawał się każdym brzmieniem jej głosu. Lustrował tym uwielbiającym spojrzeniem. Kuba rozpoznał w nim tego samego faceta, którego przyjaciele siłą zmusili do odejścia spod domu Jakuba. Widocznie brunetka i jemu zawróciła w głowie.
W LA jest dopiero od ponad tygodnia, a już tak bardzo się zmieniła. Straciła te dwie cechy, które najbardziej w niej lubił. Skromność i nie pozwolenie obrażać tego, co dla niej najdroższe. Wciekły cisnął ekranem komputera na ziemie powodując, że roztrzaskał się na drobne kawałeczki przy zderzeniu z podłogą. Najchętniej by rozwalił coś jeszcze, ale nie pozwoli sobie przecież, stracić kolejnej rzeczy, przez tą głupią dziewuchę. Musi się jak najszybciej uspokoić.
Sięgnął po telefon i wybrał numer blondynki. Ta odebrała już po kilku sygnałach.
- Chodź tu i to zaraz - Rozkazuje jej.
- Co się stało?
- Nie powinno cię to interesować. - Warknął, lecz zaraz się poprawił. W porę się opamiętał, że do dziewczyny, którą ma zamiar za chwilę wyrżnąć jak świnię tak się nie mówi. - Potrzebuje się odstresować.
W odpowiedzi usłyszał jej śmiech.
- Zawsze służę numerkiem.

Nie spała już od dłuższego momentu, przetwarzając wydarzenia z ostatniego okresu w głowie. Wpatrywała się tępo w sufit, powracając myślami do tych scen. Bombardowała się myślami, jak mogło do tego wszystkiego dojść. Jak mogła na to pozwolić i kiedy wyrwało jej się to spod kontroli. Przecież przyjechała tu, do tego miasta nie szukać kariery czy zarobków, tylko by pobyć trochę z bratem. Więc jak to wszystko się stało? Show biznes nigdy ją nie kręcił, na pewno też nie chciała kroczyć po czerwonym dywanie. Blask fleszy, dziennikarze przystawiający jej mikrofon do twarzy, krzyki tłumu na niej widok. To nigdy nie było dla niej.
Od czasu jej pobytu na dachu redakcji magazynu "Hollywood Life", minęło za ledwie kilka dni. Między czasie tak wiele się działo. Jej kariera, której nigdy nie chciała, rozpędziła się do prędkości kolejki górskiej w mgnieniu oka. Nagle stała się osobą publiczną, muszącą uważać na wszystko co zrobi, powie czy nawet pomyśli. Liczba followers, na jej nowym koncie na Twitterze, którym w głównej mierze zajmuje się Vincent z Angiel, dzięki którym obok jej ikonki pojawił się znaczek "zweryfikowane", szaleńczo wzrasta. To samo na Instagramie.
Nigdy nie chciała być znana. To marzenie Kuby, nie jej. To on chciał być rozpoznawany na całym świecie, chodź w ostateczności, zgodnie z wolą ojca wybrał karierę medyczną.
"Kuba!" Zerwała się z łóżka i biegiem ruszyła do salonu, gdzie zostawiła swojego niebieskiego laptopa. Umówiła się z nim dzisiaj. Mieli wreszcie, po prawie dwóch tygodniach rozstania wreszcie zobaczyć się i usłyszeć. Brunetka nie mogła doczekać się tej chwili. Tak bardzo już za nim tęskniła. Brakowało jej, wszystkiego co z nim związane. Jego głosu, jego uśmiechu, błysku jego oczu, gdy tylko ją zobaczył, dotyku jego dłoni, gdy dotykał jej policzka przed pocałunkiem. Tych cudnych ust. Konała z tęsknoty za nim.
Gdy otworzyła laptopa z niecierpliwieniem włączyła Skype. Jakie było jej zdziwienie i niedowierzania, gdy zobaczyła, że ikonka oznaczająca jego aktywność jest biała. Był niedostępny. Przecież się umówili, a ona dużo się nie spóźniła, bo tylko kilka minut, a jego nie ma? Próbowała złapać go na Facebooku, ale i tam go nie było.
- Po cholerę jest internet, skoro nie możemy porozmawiać? - Powiedziała do siebie.
Za jej pleców wydobył się charakterystyczny dla blondyna śmiech. Odwróciła się w jego stronę i spojrzała na walizkę w jego ręce.
- Już jedziecie?- Spytała się go.
Nie tylko jej kariera się rozkręcała. Zespół stawał się tak popularny jak nigdy. Piosenki na iTunes sprzedawały się jak świeże bułeczki. Serial, który wcześniej bił rekordy popularności, teraz ma jeszcze większą oglądalnością. Nic dziwnego, że ich nowi fani, chcieli usłyszeć ich na żywo. Vincent od razu zorganizował weekendową trasę po centrach handlowych. W tygodniu siedzieli w Los Angeles i kręcili serial, w weekendy jeździli po kraju i dawali koncerty. W każdy piątkowy i sobotni wieczór mieli spędzać na występach po całym kraju. Od czasu do czasu udzielać kolejnego wywiadu czy uczestniczyć w sesji zdjęciowej. Fani z całego globu błagali ich o światową trasę.
Na początku, Kendall na każdy koncert chciał wlec ze sobą, swoją "małą siostrzyczkę". Po ostrej wymianie zdań, sceptycznych spojrzeniach Jamesa, czterech zjedzonych paczkach chipsów przez Logana i Carlosa, zafascynowanych dramą, jakby była najlepszym filmem, wreszcie blondyn skapitulował. Stanęło na tym, że Dagmara jednak zostanie w domu, gdy oni będą występować. Schmidt postawił jednak na swoim i brunetka nie będzie spędzać weekendu sama, tylko w obecności znajomych. Co Pena skomentował "Współczuje jej chłopakowi. Nadopiekuńczy starszy brat, to prawdziwa zmora." Gdy James z brunetką śmieli się z opinii swojego latynoskiego przyjaciela, Kendall zabijał go wzrokiem. Natomiast Logan patrzył to na swojego najlepszego przyjaciela, to na jego siostrę. Jaka będzie reakcja blondyna, gdy dowie się, że jego siostra, podoba się szatynowi?
- Czekamy, aż pani Maslow spakuje wszystkie swoje maseczki. - Odpowiedział jej brat, uśmiechając się krzywo. Jakby w odpowiedzi usłyszeli krzyk Jamesa "Słyszałem to, Schmidt!" z jego pokoju. - Na pewno nie chcesz jechać? - Spytał kolejny już raz tego dnia.
- Kendall... - Spojrzała na niego - Nie, nie chcę.
- Ale to niebezpieczne, byś została sama w tym wielkim domu. - Dodał patrząc na nią opiekuńczym spojrzeniem.
Dagmara tylko wywróciła oczami.
- Nie mam już dziesięciu lat, jestem już dorosła - Przypomniała mu - W dodatku zaraz Erin i Katelyn tu przyjdą, by mnie niańczyć.
- One nie... - Zaczął, lecz zaraz przerwał. Doskonale zdawał sobie sprawę, że wrobił swoje koleżanki w niańczenie jego dorosłej siostry.
- No właśnie. - Skrzyżowała ręce na piersi - Właśnie przed chwilą się do tego przyznałeś.
- Ja nic takiego nie powiedziałem. - Po czym podszedł i kleknął przed nią, tak że ich oczy były na tej samej wysokości. - Po prostu martwię się o ciebie, okey? A z nimi przynajmniej nie będziesz się nudzić, sama w domu?
- Nudzić? Chyba żartujesz - Zaśmiała się. - Wreszcie będę miała cały dom dla siebie. A jak tu będzie przyjemnie cicho bez was! - Ucieszyła się.
- Dobrze wiedzieć, że nas tu nie chcesz. - Droczył się z nią Carlos, który właśnie zeszedł z piętra. - Zapamiętam to sobie. - Chciał by zabrzmiał na obrażonego, lecz jego uśmiech wszystko zniszczył.
Po kwadransie, wszyscy byli już na dole, czekając na pojawienie się dziewczyn, ponieważ Kendall uporczywie odmawiał wyjścia z domu i zostawienia brunetki samej choć na kilka chwil. Nie zmienił zdania nawet wtedy, gdy koledzy z jego zespołu zaczęli go przedrzeźniać i wyśmiewać się z niego. Obiecał, że będzie się opiekował młodszą siostrą i tak będzie. Nawet jeśli jest już pełnoletnia.
W końcu, udało jej się wypchnąć zespół za drzwi, przy kilkunastu przestrogach i pouczeniach starszego brata. Przez głowę Dagmary przemknęła myśl czy specjalnie tak się nad nią znęca i mówi te same rzeczy, jakie mu mówili ich rodzice.
- Słuchaj matki, kochanie. - Powiedział James nienaturalnie wysokim głosem, który pewnie miał naśladować kobiecy.
- Chcę wrócić do swojego domu, nie popiołów! - Krzyczał Logan wpakowując walizki do bagażnika taksówki, która miała zawieść ich na lotnisko.
- Nie rób imprez, dobrze skarbie? - Przedrzeźniał dalej James - Wiesz, jak mamusia nie lubi, jak pijesz.
- Bez niej. - Dodał swoje trzy grosze Henderson wsiadając do samochodu, czym wywołał napad śmiechu Carlosa.
James pochylił się nad brunetką i udawał, że ją całuje po policzkach i ściska.
- Tak szybko rosną. - Wytarł z kącika oka wyimaginowaną łzę.
Z chwilą, gdy samochód zjechał z podjazdu i samej ulicy, Dagmara wreszcie poczuła się wolna i gotowa na babską noc, które zaraz miało się zacząć.
Przez całą noc, gdy tylko mogła, próbowała nawiązać kontakt z swoim chłopakiem, ale za każdym razem bezskutecznie. Coraz poważniej zaczynało ją to martwić i interesować.
Gdy wreszcie miała się poddać i spróbować złapać go kiedy indziej, znalazła na swojej poczcie e-mail, od kogoś, kto podpisał się "Przyjaciel". W załączniku listu od Przyjaciela, było nagranie wideo, niepewnie i z wahaniem otworzyła je. To co zawierało, wywróciło jej świat do góry nogami.

Atrakcyjna blondynka siedziała na brzegu swojego łóżka i piłowała paznokcie u rąk. Fakt, że jej rodzice wyjechali na weekend, a ona miała cały dom do dyspozycji, był wręcz darem losu. Nie Boga, tylko losu. Nie wierzyła w niego. Jak mógł istnieć, skoro na świecie było tak wiele niesprawiedliwości? Czemu brzydcy ludzie cieszą się doskonałym zdrowiem, gdy ona, piękność całego powiatu, może w każdej chwili wykorkować? Jeśli, Bóg istnieje, to musi mieć cholerne poczucie humoru i nie rozumieć co to ironia. No bo po co, obdarzył ją doskonałością, skoro w każdej chwili jej serce może przestać działać, a ona zejść z tego świata? Opanowała ją złość, za każdym razem, gdy widziała nieatrakcyjnych ludzi, cieszących się życiem i żyjących jakby nie było jutra, gdy ona nie zna ani dnia, ani godziny. Lekarze nie dawali jej szans, na dożycie trzydziestego roku życie. Z każdym rokiem jej serce pracowało na coraz mniejszych obrotach, aż w końcu stanie na zawsze.
Dlatego, postanowiła robić to co chce. Jak mówili Rzymianie "Carpie Diem". Chwytaj dzień. I ona zamierza to robić. Chce się bawić, jakby nie było jutra. Nie obchodziły ją tego konsekwencje. Skoro już niedługo zginie. Nie zamierzała nigdy wyjść za mąż czy urodzić dzieci. Co nie znaczyło, że zrezygnuje z seksu. Nigdy w życiu. Filozofia Epikura zawsze była jej bliższa, trzeba żyć życiem doczesnym, nie bać się jutra czy śmierci. Przyjemności cielesne są najważniejsze. A seks przecież jest przyjemnością, prawda?
Z niecierpliwieniem piłowała swoje paznokcie, by potem z zaciekłością tygrysa wbić je w plecy chłopaka. Dzwoniła do niego piętnaście minut temu, proponując kolejne zbliżenie. Obiecał, że będzie najszybciej jak to tyko możliwe, a nadal go nie ma. Kątem oka spojrzała na kamerkę wbudowaną w swoim różowym laptopie. Lampka obok niej powinna się teraz świecić, lecz sprytna dziewczyna zakleiła ją taśmą dla niepoznaki. Wszystko jest gotowe.

Z niedowierzaniem i wstrętem spoglądała na ekran komputera. Jak on mógł? Jak on mógł jej to zrobić? On, który tyle razy obiecywał jej wierność i wyznawał wieczną miłość, aż po koniec dni? Ten, który zawsze wyrażał się opryskliwie na temat zdrad ich przyjaciół i ich konsekwencji. Ten, który przytulał ją i pocieszał, gdy miała wrażenie, że zawalił się jej świat. Po jej policzkach zaczęły ściekać pierwsze łzy, zwiastujące kolejne i obwieszczające złamane serce. Poczuła się, jakby ktoś brutalnie wyrwał je z jej klatki, ale ono nadal czuło i żyło. A potem zaczął je ciąć, kroić, smażyć i mielić. A ono, każdy najdrobniejszy ból przesyłało po całym ciele. To co czuła w tamtej chwili, jest nie do opisania. Poczuła się zdradzona, a przecież została sprzeniewierzona. Łkała nad komputerem, a każda łza, która ściekała z jej twarzy, lądowała na klawiaturze.
Cieszyła się tym, że jest teraz sama, a nieświadome przyjaciółki piętro niżej dobrze się bawią. Nie mogłaby znieść upokorzenia, gdyby któraś z nich dowiedziała się o tym filmiku. Przyjaźniła się z nimi, to fakt, ale wiedziała jakie jest to miasto i co zrobiło z nimi. Tutaj nikt nie potrafi trzymać języka za zębami. Cisza, która ją otaczała, nie licząc jej szlochania, była tak samo potworna, jak teraz się czuła. Lecz nie długo dane było jej się nią cieszyć, bo do jej pokoju jak burza wparowała już trochę podpita brunetka, a za nią blondynka, całe roześmiane na wskutek procentów. Widząc jednak swoją nową przyjaciółkę w takim stanie zaraz wytrzeźwiały i pobiegły do niej. Erin wzięła Dagmarę w objęcia i głaszcząc po głowie, podczas kołysania w przód i tył próbowała uspokoić. Podczas, gdy Katelyn usiłowała wyciągnąć z niej co się stało. Europejka wskazała jedynie na komputer. Sandres ruchem głowy, rozkazała swojej koleżance z pracy sprawdzić urządzenie. Ich szok i niedowierzanie razem wzięte nie odzwierciedlało uczuć targających Dagmarą.
- Czy to...? - Spytała niepewnie Erin patrząc na wtuloną w nią, jak małe dziecko, Dagę. Gdy ta pokiwała głową, przytuliła ją jeszcze mocniej.
- A to sukinsyn! - Krzyknęła oburzona Katelyn. - Jak go tylko spotkam, to złapię go za tego małego... - Resztę słów wypowiedzianych przez blondynkę nie można było zrozumieć, gdyż zamieniły się w mruk rozgniewanego kocura.
Dagmara nie wiedząc czemu uśmiechnęła się słysząc te wszystkie groźby i obietnice zadość uczynienia, które słyszała z ust dziewczyn. Jednak, gdy tylko któraś z nich wspomniała jego imię, ta zaczynała od nowa swój lament i wypłakiwała morze łez.
Cieszyła się, że nie ma teraz tu koło niej chłopaków. Wyobrażała sobie ich reakcje. Kendall chodziłby wciekły w tą i z powrotem, chcąc pojechać tam i zatłuc tego chłopaka na śmierć. Zawsze chciała mieć starszego brata, który by ją bronił i zbił każdego, go ją skrzywdzi, ale zdawała sobie sprawę, że mogłoby go zbytnio ponieść. Nie chciała widzieć w jego oczach zwierzęcej furii, która w niej zwykle rodziła. Widząc blond aktorkę siedzącą obok, nie mogła i nie chciała, się powstrzymać przed wyobrażeniem sobie Kendalla na jej miejscu. Po tych prawie dwóch tygodnia, mogła przynajmniej powiedzieć, że jak blondyn się wcieknie, zachowuje się tak samo. Tak samo marszczy brwi i zwęża oczy. Tak samo zaciska dłonie w pięści. Dopiero teraz zauważyła, jak bardzo jest podobny do Katelyn Tarver. Producenci mieli słuszną racje obsadzając ją w roli jego serialowej dziewczyny.
Zaprzątała swój umysł myślami o wszystkim i o niczym. Wtulona do Katelyn, siedząc na kanapie w salonie, rozmyślała o największych banałach, byle nie powrócić myślami do tego filmiku. Nie przypomnieć sobie, to co powiedział na samym początku.

Usłyszała w końcu dzwonek do drzwi. Nie zerwała się od razu, by je otworzyć. Niech poczeka. Niech zniecierpliwi się i zdenerwuje. Wtedy jest najlepszy i pokazuje jej swoją dzikość i drapieżność, która ją tak podniecała. Zadzwonił po raz kolejny, ale to też zignorowała, przypatrując się swoim paznokciom. W końcu zaczął walić pięściami w drzwi, krzycząc jej imię. W jego głosie usłyszała zirytowanie. Oto właśnie jej chodziło. Powolnym krokiem, chcąc go jeszcze bardziej rozdrażnić, wyszła z pokoju i zeszła po schodach. Na sobie miała jedynie kuszącą koszulę nocną, która zmysłowo i seksownie podkreślała i uwydatniła jej piersi. Inne dziewczyny, wstydziłyby się nawet popatrzeć na ten strój, ale nie ona. Żyje się tylko raz, prawda? Okryła się dodatkowo aksamitnym szlafrokiem. Sam jej widok mógłby uwieść chłopaka.
Zaraz, gdy otworzyła mu drzwi, poczuła jak naciska swoimi wargami na niej i przysuwa ją do siebie. Potem z brutalną siłą człowieka pierwotnego wepchnął język do jej ust i przejechał po jej podniebieniu. Jęknęła mu w usta z rozkoszy, a ten złapał za jej pośladki i mocno ścisnął. Weszli do środka i zamknęli z trzaskiem drzwi. Po chwili szlafrok i jego koszula wylądowały na podłoże korytarza. Wciąż ściskając za jej tyłek podniósł ją, tak, że oplotła swoimi zgrabnymi nogami go w biodrach. Gdy poczuła wypukłość na jego kroczu, zachichotała, a on idąc do salonu, zaczął całować ją w szyję.
- Chodź do mnie. - Wyszeptała.
- Za daleko. - Jedynie jej powiedział i rzucił ją z impertynentem na kanapę w salonie.
Nie mogła na to pozwolić. Cały jej plan diabli by wzięli. Wiec, gdy schylił się, by ponownie zatopić się w jej wargach, odepchnęła go. Wstała i uwodzicielskim krokiem, starając się jak najbardziej kręcić swoim kształtnym tyłeczkiem podeszła do schodów. Tam spojrzała na niego i niewinnie opuściła cieniutkie ramiączko koszuli, zachęciła go gestem, po czym zaczęła spinać się po schodach. Nie była nawet w ich połowie, gdy usłyszała jego kroki. Przyśpieszyła, lecz on był szybszy. Zanim dotarła na piętro, znowu powtórzyła się sytuacja z drzwi wejściowych. Przycisnął ją do drzwi jej pokoju i zaczął obmacywać, jednocześnie obcałowując dekolt. Ta chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoim królestwie, nacisnęła klamkę i wparowali do pokoju. Popchnął ją, a ta upadłą na łóżko z gracją. Siedziała na jego brzegu, tak jak wcześniej, gdy wszedł za nią. Uwodzicielsko wyciągnęła nogę w jego kierunku, a ten jednym skokiem podskoczył do niej i zaczął ponownie obściskiwać. Położył ją na posłaniu, kładąc ręce po obu stronach jej głowy. Gdy on zajęty był jeżdżeniem językiem po jej podniebieniu, ta rozpinała mu pasek spodni, po czym jednym ruchem ściągnęła je w dół. Stał przed nią w samych bokserkach w wyścigówki. Brunet chciał wreszcie skończyć grę wstępną i przejść do setna, ale ta znowu go odepchnęła.
- A Dagmara? - Spytała niewinnie. - Co z nią?
- Nic mnie nie obchodzi. - Odparł szybko i ponownie zaczął obcałowywać jej szyję, robiąc przy tym kilka malinek.
- Zależy ci na mnie? - Znowu spytała, a ten nie odrywając ust od jej skóry powiedział:
- Tak.
To właśnie chciała usłyszeć.

Nie docierało do niej co wszyscy do niej mówili. Czuła się jak za szklaną kurtyną, widziała jak ich usta otwierają się i układają w słowa, ale nie słyszała ich. A każdy pocieszający uśmiech czy gest był jak za zasłoną, docierał z minimalną siłą. 
Była im jednak wdzięczna za to, że są teraz z nią w tych ważnych dla niej chwilach i nie zostawiają jej. Kilka razy próbowała im łagodnie powiedzieć, żeby sobie poszły i zostawiły ją samą, ale te tylko pokręciły z dezaprobatą głową i nawet nie ruszyły się z miejsca. Jej wzrok tępo wpatrywał się w ekran telewizora. Widocznie aktorki włączyły jakiś film, bo teraz leciała durna komedia Adama Sandlera "50 pierwszych randek". Obie wiedziały, że Sandler jest jej ulubionym aktorem. Chciały dobrze, ale skąd mogły wiedzieć, że razem z Kubą oglądała ten film na DVD na ich pierwszej randce? 
Dagmara cieszyła się, że nie jest u siebie w domu, w swoim mieście. W Kłodzku i jej domu na Stanisława Wyspiańskiego, to wszystko przypominało by to co było między nimi. Jak dobrze, że tu, na Soon Moon, w Kalifornii, szanse na choćby minimalne. A film tylko pokazuje, że są.
- Dość tego. Nie możesz tak siedzieć jak trup. - Powiedziała Erin, która od dłuższego czasu wpatrywała się w nieobecną duchem dziewczynę. - Nie możesz tak siedzieć, tylko dlatego, że on przeleciał jakąś lafiryndę!
- Erin! - Upomniała koleżankę blondynka. - Ona nie jest gotowa, by...
- Chłopcy wracają po jutrze wieczorem - Przypomniała -  Nie sądzę, że Kendall będzie nam wdzięczny za to, w jakim jest nastroju.
Obydwie spojrzały na Europejkę, która dzięki swojej zadumie wydawała się nie słyszeć o czym rozmawiają. Jakby nie jej podnosząca i opadająca klatka piersiowa, można by pomyśleć, że nie żyje, bo od dobrych kilku godzin nie dała znaku życia. 
- Powinna rozprostować nogi i zaszaleć. - Dodała po chwili Sandres.
- Myślę, że to za wcześnie. - Odparła blondynka, widząc człowieka z którego uszło życie. - Ona zaledwie kilka godzin temu się tego dowiedziała.
- I powinna jak najszybciej wyrzucić to z głowy - Trzymała przy swoim nadal serialowa Camille. - A taniec, połączeniu z alkoholem i masą nieznanych osób jest do tego najlepszy.
Dwie godziny później, niczego nie świadoma Daga, wciąż w świecie złamanego serca i łez, siedziała w taksówce, wciśnięta na tylnym siedzeniu między koleżankami. Taksówkarz kierował samochód do jednego z miejscowych klubów. Ubrana przez towarzyszki w jedną z swoich nowych kreacji, prezentowała się olśniewająco w sukni do kolan z zwiewnym dołem. Jak przez mgłę, tak jak cały wieczór odkąd usiadła przed komputerem i przejrzała swoją skrzynkę internetową, pamiętała krzątaninę towarzyszącą przygotowaniu się do wyjścia. Gdyby była świadoma tego, co się wokół niej dzieje, wiedziałaby, że kok który ma teraz z tyłu głowy, zajął Katelyn aż kwadrans. A na makijaż tuszujący jej zapuchnięte od płaczu oczy, Erin poświęciła pół godziny. Nie było łatwo, bo co chwila Dagmara zaczęła od nowa wylewać łzy.

Obudziła się z bólem głowy, jak po parapetówce, wcale nie tak dawno temu. Znajdowała się w salonie, wciąż ubrana w te same ubrania, co miała na sobie poprzedniego wieczoru. Nie wie czy to te wczorajsze drinki, wciąż krążą w jej krwiobiegu, czy Erin naprawdę miała racje. Ale czuła się znacznie lepiej, niż kilkanaście godzin temu, gdy znalazła tego fatalnego emaila.
Odrobinę chwiejnym krokiem, widocznie wciąż była pijana, ruszyła do swojego pokoju. Po drodze chwaląc tego, kto wymyślił poręcz przy schodach. Po dwóch próbach, gdy przez przypadek weszła do pokojów Logana i Carlosa, wreszcie trafiła do swojego. Zastała uśpionego laptopa na swoim łóżku, tam gdzie go ostatnio zostawiła. Rzuciła się z rozmachem na materac i szybko usunęła ten filmik, razem z emailem. Jakby chcąc tym gestem wyrzucić wydarzenia z wcześniejszego południa z głowy.
W dolnym prawym roku ekranu, pojawiło się pojawienie, że "Kubuś <3" jest dostępny. Nie wiele myśląc wybrała połączenie z nim. Alkohol naprawdę dodaje odwagi w takim samym stopniu jak głupoty. Na widok jego zdjęcia na ikonce, jej złamane serce zaczęło szybciej bić. Skarciła się w duchu za to. Po chwili jednak odebrał, wyraźnie uśmiechnięty, a na nogach trzymał Puchacza, swojego perskiego kota.
- Hej, skarbie - Przywitał się. - Tęskniłaś?
- Nie tak bardzo jak ty. - Odpowiedziała mu, świdrując go wzrokiem.
- Coś się stało, kochanie? - Spytał głosem człowieka niewinnego.
- Nie. - Odpowiedziała na jego kolejne pytanie głosem przesyconym jadem. Po czym uśmiechnęła się słodko. - Jak mijają Ci wakacje? Dobrze się bawisz?
- Nie tak bardzo jak ty. - Powtórzył jej słowa, przypatrując się jej uważnie. - Miło spędziłaś czas, robiąc z siebie gwiazdę, co?
- Nie masz pojęcia, jak miło. - Atmosferę między nimi, można było kroić nożem. Tak jak można wyczuć w powietrzu elektryczność przed burzą, tak tu wszystkie pretensję i zażalenia.
- Świetnie się bawiłaś? - Spytał się jej z wyraźną pretensją w głosie. - Gdy ja jestem na drugim końcu świata i jestem całkiem sam?
- Myślałam, że Alicja dotrzymuje Ci towarzystwa. - Wypaliła z grubej rury. - I to całkiem nieźle, jak się dowiedziałam.
- Skąd wiesz? - Spytał chłodno.
- Czy to ważne? - W jej oczach pojawiły się łzy, chodź obiecała sobie, że nie będzie znowu płakać. Nie przez tego dupka. - Ważne jest to, że z nią spałeś.
- I żeby raz. - Mruknął, lecz na tyle głośno, że to usłyszała.
- Nie żałujesz tego? - Pierwsza łza tego dnia, pojawiła się na jej policzku.
- Żałuje, wszystkiego co między mną a Alicją zaszło - Odparł ku jej zaskoczeniu. - Chcę to naprawić. Wszystko będzie jak dawniej.
"Nic nie będzie. Nie możesz zmazać swojego błędu. Nie możesz cofnąć tego, że mnie zdradziłeś."
- Nie, Kuba... - Odpowiedziała łamiącym się głosem. - Nic nie będzie, jak kiedyś.
- Wybacz mi, kochanie... - Czyżby usłyszała skruchę w brzeniu jego głosu? - To była chwila słabości. Czułem się samotnie, a ona zaprosiła mnie do siebie. - Zaczął się tłumaczyć. - Widząc jak się czuje, spytała, czy może mi pomóc. A gdy jej pozwoliłem...
- DOŚĆ! - Wrzasnęła tak mocno, że aż zabolała ją głowa, co było zwiastunem zbliżającego się kaca. Złapała się z bólu za skroń i chwilę nic nie mówiła. - Powinieneś powiedzieć "nie" i kilka razy przemyśleć zanim zniszczyłeś ten związek.
- Ty go zniszczyłaś, gdy wyjechałaś do swojego braciszka. - Odparł z sykiem. - Ile facetów przeleciało CIEBIE odkąd tam jesteś?
Poczuła się, jakby sztylet, który Przyjaciel, wbił jej serce, został przekręcony i to z dużą siłę, przez chłopaka. Czemu nigdy nie przewidziała, że to tak się skończy? Że w końcu się rozstaną, a jedno z nich będzie miało złamane serce? A znając jej szczęście, powinna wiedzieć, że to będzie ona.
Wytarła dłonią spływające łzy, tworzące korytarz z czarnego tuszu na jej policzkach.
- To koniec. - Rzekła jedynie i rozłączyła się. Zamknęła komputer i położyła się na łóżku. Zaczęła od nowa płakać.
Zamknęła kolejny rozdział w swoim życiu. Powinna być gotowa na rozpoczęcie kolejnego, ale tak nie było. Nie była gotowa na to.

Podczas gdy leżała na łóżku, twarzą w poduszkę, wylewając kolejne łzy. On był wciekły na siebie, że ta rozmowa potoczyła się nie tak jak chciał. Dagmara nie powinna wiedzieć, o jego małym romansie. Chciał upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Miał w zamiarze pieprzyć Alicję, tyle razy ile tylko mógł podczas nie obecności Dagmary, a gdy ta wreszcie wrócić, robić to z Alicją potajemnie. Chciał jak te dranie w komediach dla kobiet. W domu mieć piękną żonę, a w motelu seksowną kochankę. Doskonale zdawał sobie sprawę, że jego była już dziewczyna, idealnie nadaje się na żonę, gdy blondynka nigdy nie dorośnie jej do pięt. Czasem, gdy udaje się im zamienić między stosunkami kilka zdań, zdaje sobie sprawę, że stworzona została tylko do tego, by dawała mu przyjemność. Patrząc na jej głupie uśmieszki, zastanawiał się, w jaki sposób zdała ona maturę.
Podczas zmieniania statusu, atakował przycisk myszki komputerowej z zaciekłością rozwścieczonego pit bulla teriera. Nie musiał czekać długo, gdy jego znajomi zaczęli komentować to i gratulować, że wreszcie dali sobie spokój. Podczas, gdy jego koledzy równo objeżdżali brunetkę, dziewczyny klikały "lubię to". W końcu dostał wiadomość od Alicji.
- Potrzebujesz czegoś na pocieszenie? - Po czym dodała buźkę z szatańskim uśmiechem
- Tak. Ciebie. - Odpisał jej. Obydwoje wiedzieli na czym to się skończy.



Po pierwsze, chcę przedstawić wam nowy rozdział! Oto on! Jak na razie to mój rekord, jeżeli chodzi o długość, bo aż OSIEM stron w Wordzie. Coraz bardziej się rozkręcam. Bardzo podobają mi się fragmenty z rozmyśleniami Kuby i Alicji. Te z załamaniem Dagmary pisało się bardzo ciężko. Jednak, dzięki dobrej zabawie z nowymi przyjaciółkami i kilkunastu drinkom polepszyło jej się.
Po drugie, myślę, że przedstawiając Kubę w takim świetle na początku tego odcinka, chciałam się wyładować na jego pierwowzoru, który miałam przyjemność poznać. Jeżeli to czytasz i wiesz, że to ty nim jesteś, mam do ciebie wiadomość: You're welcome.
Po trzecie, pierwowzorze Alicji, jeśli to czytasz, nie mniej do mnie pretensji, ani nie bądź zły. Mam do tej postaci poważne plany, ale znacznie później. Bardzo polubiłam tą postać mimo wszystko.
Po czwarte, chciałam podziękować Dark_bunny za nominacje do "Liebster Blog Award"! To bardzo miłe. Dziękuje z całego serca! W stronach powyżej, (tam gdzie Bohaterowie i Autor, jest notka z moimi nominacjami!)
Po piąte, nie macie pojęcia ile sprawiacie mi radości, gdy mogę przeczytać te miłe słowa w komentarzach tu i na Twitterze!
Po szóste, jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach, proszę napiszcie w komentarzu!
Po siódme, ale się dzisiaj tego nazbierało!, jeżeli podoba wam się to opowiadanie, proszę was, byście wysyłali link do niego waszym znajomym. Chcę, by jak najwięcej osób poznało tą historię.
Dziękuje. Do usłyszenia. 

sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział X - Wywiad

Na świecie nie ma chyba osoby, która nie lubiłaby chodzić na imprezy, czy po prostu spotkać się z przyjaciółmi w barze na małym piwku lub dwóch. Niektóre przyjęcia przeszły do historii jako najbardziej kontrowersyjne, czy najhuczniejsze. Między innymi te urządzane przez Gatsby'iego na Long Island niedaleko Nowego Jorku, tylko po to, by zbawić do swojego domu miłość życia, Daisy, która wraz z mężem mieszka na po drugiej stronie zatoki. Albo te urządzane w operze paryskiej za czasów ostatniej pary królewskiej Francji, podczas których królowa Maria Antonina, bawiła się jak współczesne gimnazjalistki często w niegrzeczny i przysparzający afery sposób. Nie sposób też pominąć przyjęć urządzanych przez nastoletniego cesarza rzymskiego Heliogabala, słynących z orgii , często homoseksualnych, czy wpuszczaniu na przyjęcie drapieżnych zwierząt. My, ludzie XXI wieku wiemy dużo o tym jak nasi przodkowie się bawili, jakie potrawy spożywali i czym je popijali. Zdaje się jednak, że nie pozostawili nam jednak największego skarbu, który byłby ostatnią deską ratunku w okropne poranki i popołudnia, gdy wstaje się z okropnym bólem głowy i suchym gardłem. 
Właśnie w tym momencie, blondyn przeklinał się za swoją głupotę, przyciągając sobie, że już nigdy nie wypije choć kropki. Obiecywał mimo, że zdawał sobie sprawę, że przy najbliższej okazji i tak nie oprze się temu. Nie miał problemów z alkoholem, jeszcze, ale nie miał też kłopotu z odmawianiu. Jak każdy młody człowiek lubił wypić kilka shotów na lepszą zabawę, to wszystko. A kończyło się to, tak jak teraz, ostrym bólem głowy i bezkresnym pragnieniem. Próbował otworzyć oczy, lecz zaraz ścisnął powieki, nie móc zniesienia pieczenia, bo poranne promienie słońca podrażniały jego zielone tęczówki. Syknął i po omacku próbował dosięgnąć swojego telefonu na szafce stojącej przy łóżku, lecz tam go nie było. Podniósł się zdziwiony i niczym największy bohater odważył się otworzyć oczy. Najpierw jedno, potem drugie. Jednak z powrotem został pociągnięty na łóżko, przez nieznaną mu siłę 
- Co do... - Nie dokończył, ponieważ zauważył co, a raczej kto, przytrzymał go.
Obok niego na łóżku leżała zgrabna blondynka, jedną ręką trzymała go w pasie. Przytulała się do jego nagiego torsu, sama również spała bez ubrania. Chłopakowi trochę zajęło przypomnienie sobie, co się stało wczorajszego wieczora. Większość była zamazana, jakby widział obrazy przez mgłę. Ostatnie co zachował w pamięci, to jak przyłapał swoją siostrę na przyglądaniu się, jak całuje się z Lavender.
- O kurwa. - Zaklną. Próbował przewrócić dziewczynę na plecy, chcąc się upewnić czy po raz kolejny złamał dane sobie słowo i między nim a panną Liarcook znowu do czegoś doszło. - No to zajebiście. - Powiedział widząc dobrze znajomą twarz. Wstał z łóżka i zaczął zbierać po swojej sypialni rozrzucone ubrania.
- Dzień dobry, Misiu... - Usłyszał znajomy, zaspany głos. 
Obrócił się i uśmiechnął nieznacznie.
- Hej... - Odpowiedział nieśmiało, nie wiedząc jak ma się zachować. 
Jeszcze wczoraj rano wciąż był wciekły na nią przez tą scenę zazdrości, którą mu urządziła w ostatni dzień kręcenia pierwszego sezonu, a dwadzieścia cztery godziny później budzi się zupełnie nagi w jej towarzystwie. Zaczął toteż ubierać swoje wczorajsze bokserki, jakby chcąc wymazać tym gestem ubiegłą noc.
- Przestań. - Powiedziała ostro dziewczyna, dźwigając się i opierając na łokciu. - Po prostu przestań.
- Co? - Spytał niezbyt inteligentnie.
- Nie wkładaj powrotem ubrań. - Odezwała się blondynka i usiadła. - Będzie z nimi tylko więcej zachodu. 
- Co? - Powtórzył stojąc jak słup.
- Pamiętasz coś z wczorajszego wieczoru? - Zagadnęła.
- Właśnie o tym chciałem porozmawiać. - Odparł, lecz zaraz gula stanęła mu w gardle, ponieważ dziewczyna ściągnęła z siebie kołdrę, dzięki czemu mógł podziwiać ją tak jak matka ją zrodziła. Zapomniał już jakie miała wspaniałe ciało i jak ono działało na niego. - To była...um... pomyłka? - Bardziej spytał niż stwierdził.
Ślicznotka zeszła z łóżka i uwodzicielskim krokiem podeszła do niego. Blondyn poczuł jak testosteron niebezpiecznie mu się podwyższa. 
- Pomyłka mówisz? - Spytała i spojrzała na niego swoimi długimi rzęsami. Chłopak miał ochotę dać sobie w twarz na otrzęsienie. - Chętnie bym ją powtórzyła - Szepnęła mu do ucha.
 Po ciele Kendalla przeszły ciarki. Nie wiedział nawet kiedy znowu wylądowali na łóżku, a jego bokserki znowu wylądowały na ziemi. 
Jedna z tez mówi, że sex jest najlepszym lekarstwem na wszystko.

Kac zawsze objawia się niemiłosiernym bólem głowy i suszą w gardle. Najgorsze więc co może się zdarzyć po udanej imprezie to wrzaski wydobywające się z pokoju współlokatora. A fakt, że to najprawdopodobniej odgłosy pochodzące z spraw łóżkowych był nie tylko niesmaczny, ale i upokarzający. Większość dziennikarzy i fanów to jego uważało za  tego najprzystojniejszego, podczas gdy nieśmiały Kendall wyrwał dziewczynę poprzedniego wieczoru, nie on. I teraz najwyraźniej z nią baraszkuje.
James schował głowę pod poduszkę w nadziei choć minimalnego stłumienia odgłosów wydobywających się za ściany. Marzenie ściętej głowy, w końcu słyszał spadający kurz, więc jak mógł nie słyszeć tych odgłosów, które zapewnia mu przyjaciel? 
Mamrocząc pod nosem przekleństwa pod adresem Schmidta, wyszedł z pokoju i z poduszką w ręku skierował się do salonu mając nadzieję, że na kanapie prześpi ten potworny stan. Nie zwrócił uwagi na opróżnione butelki walające się po całym pomieszczeniu, plamy na dywanie po napojach czy porzucane puste papierowe kupki, z których pili goście. Jednym ruchem zrzucił tylko z kanapy okruszki chipsów i położył się na niej przytulając do poduszki. 
Śniło mu się, że otacza go tabun pięknych dziewczyn, składających niegrzeczne obietnice co mu zrobią, gdy zostaną tylko sami. Nagle pojawił się Kendall z swoją gitarą, a potem tylko słyszał jak przez ścianę, jak dziewczyny spełniają swoje obietnice, tylko że z blondynem. 
Z snu zbudziły go krzyki i dźwięk tłuczonego szkła. Zbytnio nie rozumiał słów, nie wiedział czy to skutek tego, że wczoraj wypił za dużo, czy ktoś obcy wparował do ich domu. Instynkt i adrenalina zatuszowały oznaki odwodnienia i nakazał złapać najbliższy solidnie wyglądający przedmiot, którym okazała się być puściusieńka już butelka po wódce. 
Uzbrojony w śmiercionośną broń ruszył na palcach do kuchni skąd dochodziły odgłosy, próbując zachować całkowitą ciszę, co nie było łatwe, ponieważ musiał uważać, by nie nadepnąć na okruszki chipsów. Gotowy zatłuc na śmierć włamywacza, oniemiał widząc nową współlokatorkę, sprzątającą resztki stłuczonej butelki z podłogi. Nieświadoma obecności długowłosego bruneta zabierała się za śniadanie.
Podczas garnku na kuchence gotowały się już parówki, a na wysepce kuchennej piętrzył stos kanapek. Brunetka opierała się na nim  łokciami popijając sok pomarańczowy z kubka wyraźnie wpatrzona w ekran swojego telefonu. Na sobie miała tylko krótkie spodenki i jakiś poniszczony top, najwyraźniej ten strój robił jej za piżamo. Odwróciła się w Maslowa stronę i życzliwie uśmiechnęła. Na twarzy miała wyraźne oznaki zmęczenia, co musiało świadczyć, że też spędziła upojną noc. Tak naprawdę poszła spać zaraz po tym, jak Henderson opuścił jej pokój, jednak długo nie mogła zasnąć przez hałasy z sąsiedniego pokoju, takie same jak te teraz. 
- Nie ładnie tak samemu pić - Spytała patrząc na trzymaną przez niego butelkę.
- Myślałem, że ktoś się włamał. - Odparł odstawiając butelkę na segment. 
- I co? Chciałeś go upić na śmierć? - Uśmiechnęła się i podała mu talerz z kanapkami. - W moich stronach, pożywne śniadanie jest najlepsze na kaca. - Dodała widząc niepewne spojrzenie chłopaka: - Nie wierzysz mi?
- Wolę swoje stare, sprawdzone metody - Powiedział i wskazał na kanapę - Czyli przespać najgorsze.
Głód jednak musiał zwyciężyć, ponieważ kilka chwil później James zajmował siedzenie obok niej. Brunetka widząc z jakim zapałem pochłania zawartość talerza wybuchła śmiechem.
- Może trochę ciszej, co? - Do kuchni wszedł zaspany szatyn, ubrany jedynie w stare spodnie od dresu. Jedną ręką przeczesywał swoje włosy, a w drugiej trzymał puszkę piwa, z której łapczywie pił. - Niektórzy cierpią.
- Jeszcze Ci mało? - Spytał długowłosy odprowadzając przyjaciela wzrokiem, gdy ten siadał naprzeciwko. - Wydawało mi się, że nieźle wczoraj zabalowałeś.
- Wiesz jak to mówią, lecz się tym, czym się zatrułeś. - Odpowiedział upijając łyk piwa.
Po chwili do reszty dołączył Latynos prosząc brunetkę o ratunek w postaci kupka z gorącym rosołem i nutą mięty.
- Ja nie kwestionuję waszych sposobów - Odparł widząc na wpół rozbawione, a na wpół zdziwione miny przyjaciół. - Dostanę ten rosół?
- A może być coś innego? - Spytała rozglądając się po kuchni - To trochę potrwa zanim...
Nie dokończyła, bo do pomieszczenia weszła szczupła blondynka, ubrana jedynie w jedną z koszul blondyna. Nawet z rozmazanym makijażem z zeszłej nocy i potarganymi włosami wyglądała onieśmielająco i przepięknie. Kroczyła jak modelka na wybiegu przechodząc przez pobojowisko spowodowane wczorajszym przyjęciem.
- Rozumiem, że dawno nikogo nie mieliście - Powiedziała na dzień dobry, widząc brunetkę -  i alkohol sprawia, że największe monstrum jest miss świata, ale proszę was, starajcie się bardziej.
Dagmara wypluła z powrotem sok do swojej szklanki.
- Co proszę?
- W ogóle co ona tu robi? - Spytała przenosząc ciężar ciała na jedną nogę. - Wsadziliście tam gdzie trzeba, więc czemu ona ciągle tu jest.
- ŻE CO PROSZĘ?! - Krzyknęła europejka, odstawiając gwałtownie szklankę na blat. - Przepraszam, ale  chyba nie zrozumiałam.
- A podobno brunetki to te inteligentne. - Odparła słodko Lavender - Nie. Jesteś. Już. Tu. Potrzebna. Wyjdź. - Powiedziała powoli, jak do osoby cierpiącej na nie rozwinięcie umysłowe. - Zrozumiałaś, czy mam Ci przeliterować?
- TY... - Dagmara zaczęła się niebezpiecznie zbliżać do Liarcook. Przypominała teraz zgłodniałą i niebezpieczną pumę, przygotowującą się do ataku na swoją ofiarę. Była gotową w każdej chwili ruszyć do ataku.
- To będzie ciekawe. - Szepnął Maslow obserwując scenę, w pamięci wciąż miał wściekłą Dagmarę, którą poznał na lotnisku w dzień, w którym to wszystko się zaczęło.
- Brakuje tylko kisielu. - Przytaknął mu Logan widocznie rozbawiony zajściem. Wyraz jego twarzy sugerował, że właśnie w tej chwili spełnia się jego największe marzenie.
Gdyby nie szybka reakcja blondyna, który wskoczył między gotowe do pojedynku dziewczyny, najprawdopodobniej doszło by między nimi do starcia. Podczas, gdy Dagmara miała w oczach rządzę mordu i ciężko oddychała, blondynka tylko uśmiechała się pogardliwie i od czasu do czasu prychała na nią z nonszalancją.
- Stary! - Krzyknął Henderson - One właśnie miały się naparzać. Carlos zaczął przygotowywać już kisiel! - Wskazał na Penę, szukającego zawzięcie w kuchennych szafkach w poszukiwaniu kiślu w proszku. 
- Co się tu stało? - Spytał Kendall lekceważąc słowa przyjaciela. - Czy wy do końca zwariowałyście?
- Ja tylko mówiłam jej, gdzie jej miejsce. - Broniła się blondynka, już uczepiona ramienia chłopaka, robiąc  do niego słodkie oczka.
- Myślę, że Dagmara raczej wie gdzie jej miejsce.
- To ty wiesz jak ona się nazywa?! - Spytała Lavender widocznie oburzona.
- No raczej, że wie. - Odpowiedział za niego Carlos. - W końcu to jego siostra, co nie?
- To ona? - Spytała blondynka wskazując palcem na siostrę swojego chłopaka z wyraźnym obrzydzeniem - Mówiłeś, że jest ładna. - Szybko schowała się za Kendallem, gdy Dagmara skoczyła w jej kierunku, chcąc dokonać mordu na jej osobie. Pewnie by spełniła swoje zamiary, gdyby Logan wraz z Carlosem nie złapali jej z tyłu za ramiona i przytrzymali.

Kiedy w końcu blondynka opuściła mury rezydencji przy Soon Moon 125D, Dagmara odetchnęła. Do tej pory myślała, że wszystkie przymiotniki rzucone pod jej adresem przez Carlosa są podkoloryzowane i nikt nie może taki być na prawdę. Nie sądziła, że możne być na ziemi gorsza dziewczyna od Alicji, która w szkole ciągnie z nią rywalizowała o uczucia Kuby. A jednak się przeliczyła i właśnie zrozumiała swój błąd. W przypadku szkolnej rywalki przynajmniej znała powód jej nienawiści, gdy w przypadku nowo co poznanej blondynki nie miała zielonego pojęcia co to może być. Jak można kogoś nienawidzić od pierwszego spojrzenia? Nie raz słyszała o miłości od pierwszego wejrzenia, ale o nienawiści nigdy.
Była to pierwsza rzecz jaką nauczyła się w mieście aniołów. Ludzie mogą cię znienawidzić wcale Cię nie znając. Wystarczy im tylko jedno spojrzenie na Ciebie, by chcieć zmieszać Cię z błotem. I zrobią to przy pierwszej nadchodzącej okazji.

Nie zdążyli uporać się nawet z połową bałaganu, który gościł w ich pokoju dziennym, gdy drzwi główne znowu się otworzyły, a do domu wszedł Vincent, jak zawsze w towarzystwie swojej asystentki Angel. Włosy miała dziś zaplecione w kłosa na boku głowy. 
Menadżer zespołu był niskim, łysiejącym mężczyzną o dużym brzuchu. Chłopcy już dawno doszli do wniosku, że garnitury, które zwykle nosił, musiały być szyte na miarę. Carlos szczerzę wątpił, czy Vincent zmieściłby się, w którymś kupionym w sklepie.
- Widzę, moje Kotki świetnie się bawiły ubiegłej nocy. - Powiedział rozglądając się po pomieszczeniu, a odpowiedziały mu tylko pojedyncze potakiwania. - Też się nieźle bawiłem moi drodzy - Dodał z uśmiechem siadając na kanapie, przy okazji zrzucając na ziemię śmieci z niej. Zaraz obok kanapy zmaterializowała się Angel. James zaczął mordować swojego zwierzchnika wzrokiem, właśnie odkurzył dywan, na który ich szef zepchnął reszki. - Po zabawie czas na pracę, Kotki. - Chłopcy wspólnie wydali odgłos nie zadowolenia. - Też mi się to nie podoba, ale co mus to mus.
Zespół już dobrze znał ich wspólną pracę, oni zasuwali jak wół, a ten jedynie na ich krzyczał i wydawał rozkazy.
Dla Vincenta, najlepszym sposobem na po imprezowe dolegliwości, była ciężka praca, nie koniecznie fizyczna, i stres. Właściwie, w jego zawodzie stres był na porządku dziennym, żartował więc, że może imprezować do woli.
- Co tym razem? - Spytał Kendall spoglądając na przełożonego, który właśnie położył nogi na stół, by James mógł znowu wyczyścić dywan.

- Och, to wam się spodoba! - Krzyknęła podniecona Angel, trzymając w ręku podkładkę do notowania. - Wybaczcie. - Dodała ciszej, widząc jak jej towarzysze złapali się za głowy. Jedynie Dagmara posłała jej niemrawy uśmiech. - Przez cały ranek wydzwaniają do nas dziennikarze z gazet i telewizji! - Pisnęła cicho.
Kendall miał wrażenie, że gdyby tylko mogła to podskoczyła jak dziecko z uciechy.
- Czego chcą? - Spytał bez entuzjazmu Carlos. - Czemu tak nagle się nami zainteresowali?
- Carlos. - Uciszył go James, nie chcąc by Latynos zniszczył tą chwilę. Wreszcie zaczynają być sławni.
- Nie, James. - Powiedział Logan - On ma racje. Vincent od roku próbuje załatwić nam wywiad w telewizji, a oni nagle sami nam go proponują? - Spojrzał po wszystkich, ale w końcu przystanął wzrokiem na swojego szefa, do którego skierował pytanie. - Wiesz, co chcą?
- Nie co, tylko kogo. - Odpowiedział menadżer, ściągając nogi z stolika. - Jej. - Dodał, wskazując na brunetkę.
- MNIE?
- JEJ? - Spytali równocześnie.
- Co od niej chcą? - Spytał szorstko Kendall. Przyrzekł rodzicom i sobie, że na pierwszym miejscu postawi sobie ochronę młodszej siostry. Nie pozwoli nikomu jej skrzywdzić. Nawet dziennikarzom i tym wścibskim paparazzi.
- Rusz tą blond czupryną, chłopcze - Powiedział Vincent i oparł ramiona na łokcie - Jej przyjazd to news tygodnia. Zaginiona siostra, członka wspinającego się ku górze członka boysbandu, odnaleziona?
- Strony plotkarskie już zaczynają o tym bębnić - Dodała asystentka - Tylko patrzeć, jak będą o was mówić w Hollywood Life!
To może dziwne, ale brunetka przez całą rozmowę była nieobecna duchem. Jej myśli błądziły raczej wokół Alicji i Lavender. Nieświadomie zaczęła dogłębnie porównywać te dwie dziewczyny. Gdy tylko usłyszała nazwę jednego z najbardziej kłamliwych, podsycających plotki magazynów oprzytomniała.
- To Hollywood Life?! - Krzyknęła - Ten szmatławiec, ma zamiar o nas mówić?!
- Właściwie wy będziecie z nimi rozmawiać. - Powiedział widocznie ucieszony Vincent - A mówiąc "wy" mam na myśli całą waszą piątkę. Cieszycie się?
Podczas, gdy James z Carlosem i Loganem powiedzieli "tak", rodzeństwo zgodnie odparło "nie". Kendall nie dziwił się przyjaciołom, sam marzył o tym samym co oni. A wizyta w tak prestiżowym programie, nawet plotkarskim, była wyraźną oznaką, że marzenie zaczyna się spełniać. Jednak w tej chwili najważniejsza była dla niego brunetka. Zdawał sobie doskonale sprawę, że każde jej słowo zostanie zmienione tak, żeby wyszła w jak najgorszym świetle, a na to pozwolić nie mógł. Podczas, gdy Dagmara obawiała się tych wszystkich świateł, kamer skierowanych w niej stronę i mikrofonu przystawionego pod jej twarz.
- Ty chyba żartujesz. - Odparł. - Oni przecież ją zjedzą żywcem! - Krzyknął pokazując na siostrę. - Nie pozwolę na to.
Gdy usłyszała, że już zadecydował za nią czy udzieli tego wywiadu, czy nie, poważnie się zdenerwowała. Kilka sekund wcześniej, nie miała na to najmniejszej ochoty, to fakt. Ale słowa starszego brata zmieniły wszystko. Dawno temu postanowiła sobie, że żaden facet, nawet ten jedyny, nie będzie decydował o jej losie i narzucał jej swojego zdania. Między innymi dlatego, razem z Kubą mieli uczęszczać na inne uniwersytety, prawie na drugim końcu kraju. Chłopak chciał koniecznie studiować na najstarszej uczelni w kraju, a marzeniem brunetki był Wrocław i jego uniwersytet już od kiedy sięga pamięcią. 
- Kendall... - Zaczęła, lecz brat jej przerwał.
- Nie. - Spojrzał na nią wzrokiem nie znoszącym sprzeciwu, lecz to ją nie powstrzymało, więc dodał - Nie możesz.
- Dam sobie radę. - Odpowiedziała patrząc wyzywająco na niego - Nie może być tak źle.
- Nie znasz ich. - Pokręcił głową - Oni Cię zjedzą na śniadanie.
- Poradzę sobie. - Ponownie go zapewniła.
- Kendall może mieć odrobinę racji. - Poparła blondyna Angel. - Ona nie wie jak rozmawiać z dziennikarzami.- Dodała patrząc na szefa - Nic z tego dobrego nie wyjdzie.
- To ją nauczymy. - Rzekł menadżer wpatrzony intensywnie w dziewczynę, a po twarzy błądził mu szaleńczy uśmiech.
Blondyn nie wiedział czego bardziej się obawiać. Reporterów, którzy mogą zniszczyć życie jego i jego najbliższych, czy swojego szefa. Znał go już na tyle długo, że zdawał sobie sprawę, że ta mina nie może znaczyć nic dobrego. Przekonał się o tym na własnej skórze. 

- Nadal nie jestem pewien czy to dobry pomysł. - Powiedział Kendall, gdy razem z kolegami z zespołu, siostrą, menadżerem i jego asystentką czekali w redakcji czasopisma na redaktora, z którym mieli rozmawiać.
Recepcja magazynu "Hollywood Life" mieściła się na parterze budynku. Wchodząc przez ogromne szklane drzwi do budynku, pierwsze co przykuwało uwagę, był wielkie logo gazety. Biały napis, lśnił na czarnym tle, jak olbrzymie litery na wzgórzu, które stały się ikoną miasta. 
- Da sobie radę. - Zapewnił go Logan, poklepując przyjaciela po plecach - Zobaczysz.
- Oby. - Odpowiedział mu niepewnie Kendall. 
"Tyle rzeczy mogło pójść nie tak." Zaśmiał się w duchu. To brzmiało, jakby planowali napad na bank, a nie zwykły wywiad. Blondyn spojrzał na siostrę, która rozmawiała właśnie przyciszonym głosem z Angel. Pewnie słuchała ostatnich rad, jak ma się zachować. Dziewczyna skubała palcami brzeg sukienki, którą miała teraz na sobie. Zdawała się być bardzo zdenerwowana tym wywiadem, a przecież to tylko rozmowa. Co prawda, każde słowo będzie potem warzone i osądzane przez świat... Wymierzył sobie mentalny policzek. Skoro w jego głowie goszczą takie słowa, to co może myśleć ona? Powinien być jej wsparciem, a nie jeszcze ją dołować. Sam doskonale pamiętał swój pierwszy wywiad i uczucia, które mu towarzyszyły. Uśmiechnął się tylko na jego wspomnienie. Nie było tak źle, ale też nie świetnie. Spojrzał w górę, chcąc zwrócić swoje myśli ku Bogu, ale ujrzał jedynie sufit holu budynku.
- Big Time Rush? - Spytał melodyjny głos za nim, a gdy chłopak się odwrócił zobaczył wysoką rudowłosą dziewczynę trzymającą w ręce tablet. Nieświadomie spojrzał w jej piwne oczy, a serce zaczęło bić szybciej.
- Taaak - Odparł nieprzytomnie, a dziewczyna zachichotała.
- Proszę za mną. - Odwróciła się na pięcie i nawet na nich nie czekając ruszyła ku dużej windzie. Gdy wszyscy jakimś cudem do niej weszli wcisnęła przycisk, a widna z głośny trzaskiem ruszyła na piąte piętro. - Zostali państwo poinformowani o zmianie jaka zaszła?
- Jakiej zmianie?! - Krzyknął Vincent. Zrobił się cały czerwony za złości, a Dagmara teraz zrozumiała dlaczego, gdy James jej o niej opowiedział, oświadczył, że jest bardzo podobny do Gustavo Rocka z ich serialu. - To wy chcieliście tego wywiadu, nie my!
- Rozmowa się odbędzie, proszę się nie denerwować. - Odpowiedziała spokojnie dziewczyna, widocznie stres był tu na porządku dziennym - Tylko zmienił się jej charakter.
- To znaczy? - Spytał James, bo teraz Vincent był uspokajany przez swoją asystentkę, która wyciągnęła z swojej wielkiej torby, którą zawsze miała na ramieniu, tabletki uspokajające i butelkę wody, które szybko podała szefowi.
- Wywiad pojawi się w formie nagrania na naszym kanale na YouTube, nie w magazynie. - Odparła spokojnie rudowłosa. - Szczegółów dowie się Państwo od redaktora. - Dodała, a drzwi windy się otworzyły na piątym piętrze.
Tak jak wchodząc do recepcji, tak tu, pierwsza rzecz jaka rzuca się w oczy, to wielkie logo wydawnictwa znajdujące się nad długim biurkiem, za którym siedziała brunetka o azjatyckich rysach.
- Bajerovski u siebie? - Spytała tylko rudowłosa azjatkę i popędziła w lewo, a za nią reszta.
Dagmara znała to nazwisko. Alex Bajerovski był zmorą i koszmarem każdego celebryty, który coś przeskrobał. Bajerovski miał nos do skandali. Brunetce przypominał Ritę Skeeter z jej ulubionej serii, która znana była z wścibskiego pióra i zgryźliwych, często nieprawdziwych artykułów. Wizja, że to on ma przeprowadzić wywiad oniemiała ją.
Europejka spodziewała się kogoś wyglądem przypominającym redaktorkę Proroka Codziennego, a widok który ją teraz spotkał, zaskoczył ją. Był to wysoki, umięśniony mężczyzna z kilkudniowym zarostem, świrującymi ich oczami i włosami postawionymi na żel, tak jak teraz było modne. Ubrany był w białą koszulę z podwiniętymi rękawami do łokci, szarą kamizelkę zapinaną na trzy guziki i ciemne jeansowe spodnie. Spod lewego rękawa koszuli wystawał kawałek tatuażu. Bajerovski uśmiechnął się serdecznie widząc ich i ruszył za biurka by ich powitać.
- Nie macie pojęcia jak wiele to znaczy dla wydawnictwa, że zgodziliście się poświęcić nam czas! - Powiedział nazbyt entuzjastycznie. - W imieniu wszystkich chcę wam podziękować, za poświęcony nam czas.
Logan zaczął się zastanawiać, czy wszystkim których chce potem oczernić, ciśnie taki kit na początek. Natomiast brunetka, zadawała sobie pytanie, czy reszta widzi tą samą ironie co ona.
- Co ma znaczyć ta zmiana? - Wypalił ni z gruszki, ni z pietruszki Vincent. - Artykuł miał się pojawić w najnowszym numerze.
- Zarząd stwierdził, po co czekać miesiąc, skoro fani mogą poznać go już za kilka dni! - Uśmiechając się szeroko, ukazując wszystkim obecnym swoje idealne perłowe zęby.
James zaczął niepostrzeżenie dotykać się po twarzy, zastanawiając się, czy po całym dniu z tym wymuszonym i przesadzonym uśmiechem, redaktora boli twarz.
- W dodatku, nie mogliśmy pozwolić sobie, odebrać im przyjemność robienia gifów z czekającej nas rozmowy!
Carlos starał się nie wybuchnąć śmiechem. "Akurat Cię oni obchodzą." Blondyn spytał mentalnie redaktora, czy na tych gifach zostanie pokazany w ośmieszający sposób czy w kompromitujący.
- Nie przedłużając, może zaczniemy przygotowania? - Spytał Bajerovski zacierając ręce i uśmiechając się chytrze.
Po nałożeniu wszystkich niezbędnych pudrów na ich twarze, ustawieniu kamer, mikrofonów siedzieli wreszcie na dachu budynku, gdzie znajdował się mały ogród z kilkoma ławkami. Widok za nimi był niesamowity, a Kendall widząc go nie mógł powstrzymać się przed śmiechem. Oczywiście musiał to być widok na wielki napis Hollywood, bo jakże by inaczej.
- Zdenerwowana? - Spytał ją dziennikarz, a gdy ta niepewnie przytaknęła zaśmiał się stylowo i poklepał ją po kolanie. - Nie obawiaj się, przecież nie mógłby zniszczyć mojej krajaczki. - Lecz widząc jej nie rozumne spojrzenie, dodał. - Wychowałaś się w Polsce, a ja zostałem wychowany na Polaka - Dodał podwijając rękaw koszuli, na którym widniał wytatuowany symbol Polski Walczącej. - Moi dziadkowie walczyli w obronie Warszawy. - Dorzucił opuszczając rękaw.
Dagmara uśmiechnęła się do niego, ale w jej głowie wciąż szalało słowo "zniszczyć". Nerwowo przełknęła ślinę i poczuła gulę w gardle. Jego wypowiedź zabrzmiała w taki sposób, jakby jej obecność była dla niego tylko pretekstem, a tak naprawdę chcę zrujnować zespół. Kątem oka spojrzała po towarzyszach siedzących dookoła jej. Przecież nie może na to pozwolić prawda? 
- Gotowi? - Spytał dziennikarz, a oni pokiwali głowami.
Ktoś krzyknął kultowe "Światła, kamera, akcja!", a Bajerovski uśmiechnął się jeszcze bardziej sztucznie do obiektywu, pokazując nienaturalną biel swoich zębów.
- Jestem Alex Bajerovski i mam przyjemność porozmawiać z zespołem, którego hity wdrapują się na listy przebojów całego kraju i nie chcą z nich wyjść - Big Time Rush. Cześć chłopcy - dodał spoglądając na nich, a Ci przywitali się z nim.
Po krótkiej wymianie zdań, nadeszła ta chwila, na którą wszyscy z niecierpliwieniem czekali. Dagmara zauważała, że stojący za kamerami Vincent połyka kolejną tabletkę na uspokojenie, a Angel głęboko oddycha.
Nie sądziła, że to możliwe, ale zupełnie niepotrzebnie wszyscy się stresowali tym wywiadem. Przeszła przez niego gładko i bez żadnej wpadki. Uważnie ważyła każde swoje słowo w ustach, tak ją uczono. Starała się najlepiej jak tylko może by wypaść naturalnie i skromnie, tak jak Angel jej radziła. Wszystko szło jak należy, bez żadnej wpadki, aż do ostatnich minut.
- Świetnie mówisz po angielsku! - Pochwalił ją dziennikarz, a gdy ta mu podziękowała, kontynuował - Przed wywiadem martwiłem się jak się dogadamy, ale widzę, że całkowicie niepotrzebnie!
Usłyszała za sobą, tam gdzie siedział Logan, świst jaki towarzyszy szybkiemu wciąganiu powietrza. Widocznie chłopak wciąż pamięta ich pierwsze spotkanie i jej reakcje, gdy zasugerował, że nie zna języka. Poczuła się teraz dokładnie tak samo. Carlos siedzący obok zaczął się niecierpliwie wiercić na siedzeniu, widocznie on też miał tego dość. Kendall, który trzymał rękę na oparciu, lekko ścisnął dłoń na jej ramieniu dodając jej otuchy lub uspokajając. A może jedno i drugie. A James nerwowo spoglądał to na nią, to na Bajerovskiego.
Nie cierpiała tego, jak wszyscy patrzą na nią z góry, tylko dlatego, że wychowała się w mało znaczącym kraju. Mieli ją za gorszą od nich, a przecież taka nie jest. Posługuje się na co dzień jednym z najtrudniejszych języków świata, podczas gdy oni mają trudności z takim banalnym językiem jak hiszpański. Zacisnęła pięści by nie powiedzieć czegoś co mogłoby później zaszkodzić.
- Jak widać. - Odpowiedziała tylko.
Chciała coś dodać, lecz zanim otworzyła usta Kendall ścisnął ją jeszcze mocniej. Od razu zrozumiała o co mu chodzi. "Nie mów nic więcej" Usłyszała jego głos w głowie. "On tylko na to czeka". Nie wiedziała, czy to przez stres zaczynało mieszać się jej w głowie, czy to rodzinne nieme połączenie, o którym nie raz mówili jej znajomi. 
Redaktor przyglądał jej się przez chwilę, jakby w oczekiwaniu, że coś jeszcze powie. W końcu zaczął wygłaszać mowę końcową wywiadu, powtarzając z kim miał przyjemność rozmawiać i zachęcając do oglądania innych filmików na ich kanale. A z chwilą, gdy zgasła ostatnia kamera, sztuczny uśmiech, który towarzyszył redaktorowi spełzł z twarzy. Siedzący obok niego, później przysięgali, odgłos ulgi jego mięśni twarzy. Z zawiedzioną miną się z nimi pożegnał i szybko odszedł.
- Szybko zwiał. - Zauważył to Carlos.
- Pewnie jest wciekły, bo nie ma jak wieszać na nas psów. - Mruknął Logan, patrząc przez przymrużone oczy, jak dziennikarz odchodził szepcząc coś ze swoją sekretarką, tą samą, która po nich zeszła.

Z niecierpliwieniem wyczekiwali, aż filmik pojawi się w sieci. Wszyscy razem siedzieli w pokoju dziennym w ich domu. Na kolanach każdego gościł laptop, a kursor myszki skierowany był na przycisku "Odśwież" w przeglądarce internetowej. Co chwilę go naciskali, nie mogąc się doczekać chwili, gdy będą mogli przeczytać pierwsze komentarze pod filmem, na Facebooku czy Twitterze. Co ciekawsze z nich czytali na głos. Jednak nie odpowiadali na nie, wiedzieli jakie mogły być tego skutki. Przeczytali już scenariusz do drugiego odcinka drugiego sezonu. Nie chcieli powtórzyć błędów swoich postaci. Ciężkie, stu tonowe kamienie, spadły z serca każdego z nich. Nikt nie chciał tego powiedzieć na głos, ale obawiali się jak Ci po drugiej stronie kamery odbiorą niespodziewane pojawienie się brunetki. Wiedzieli dobrze, jak fani, a szczególnie hejterzy potrafią uprzykrzyć człowiekowi życie. 
- Oczywiście, że Cię pokochali. - Powiedział w końcu James. - Nasi fani są najlepsi na świecie.  



Po pierwsze, proszę nie miejcie pretensji, o sposób w jaki ich ukazałam. Oni są dorośli, zarówno jak i w prawdziwym życiu, jak i w opowiadaniu. Są tacy, jakich ja ich widzę oraz jak widzę typowego młodego dorosłego człowieka. To kim są i czym się zajmują nie zmienia faktu, że są młodzie i głupi. "We are young and dump".
Po drugie, w zakładce "Bohaterowie" dodałam selfie, jakie zrobiła sobie Lavender po uroczym ranku w domu przy Soon Moon 145D. Nawet po tak intensywnej nocy i poranku wygląda przepięknie. Trzeba jej to przyznać.
Po trzecie, od teraz umieszczam każdy rozdział tego opowiadania na Wattpad. Dla wszystkich, którzy chcą czytać opowiadanie będąc offline.
Po czwarte, jeżeli podoba wam się to opowiadanie, proszę was, byście wysyłali link do niego waszym znajomym. Chcę, by jak najwięcej osób poznało tą historię.
Dziękuje za uwagę :D